Przyznajcie się do porażki – Chłopcy, których kocham oraz Mleko i miód

Wyobraźcie sobie, że poetyckie fanpejdże mają na fejsie po kilkadziesiąt tysięcy lajków. Pięknie wydane tomiki lądują na szczytach list bestsellerów w Empikach. Wiersze czytane są powszechnie do poduszki czy porannej kawy, a najpopularniejsze cytaty lądują na koszulkach. Halucynacje i narkotyczne wizje? Nie, to Mleko i miód oraz Chłopcy, których kocham. To rzeczywistość, która bardzo nie podoba się poetyckiemu środowisku. I zaczyna je przerastać.

Nie jestem czytelnikiem, któremu tomy owe przypaść mogą do gustu. Przede wszystkim dlatego, że nie znajduję się w ich grupie docelowej. O czym opowiadają Mleko i miód oraz Chłopcy, których kocham? Mógłbym teraz poudawać, że jestem w stanie podejść do rzeczy obiektywnie i opisać obie książki z dystansu jako dzieła artystyczne, z krawiecką precyzją odmierzając gatunkowe proporcje oraz wyliczając pierwiastek z ujemnej delty metaforyki dzielonej przez metr kwadratowy wydruku, ale czasami warto oddać głos zainteresowanym.

Przede wszystkim trzeba Wam wiedzieć, że „Mleko i miód” to książka poetycka. Ot, zbiór wierszy, serwowanych w dość banalnej i oszczędnej formie. Czasem rozciągających się przez całe wersy, innym razem – zamykających się w jednym choćby zdaniu. Ale okazuje się, że nawet tyle wystarczy, żeby opisać miłość, cierpienie, żal, smutek, pragnienie czy stratę. Bo to ich właśnie w tej książce jest pełnopisze w entuzjastycznej recenzji Joanna Pachla z bloga Wyrwane z kontekstu.

Chłopcy, których kocham to tomik wierszy, listów, notatek, ale też i zbiór całej palety uczuć i emocji, które towarzyszą kobietom każdego dnia. Idealnie wpisują się w modną ostatnio minimalistyczną estetykę, ale nie tylko – potrafią również przywołać wspomnienia, wprowadzić w zamyślenie, może nawet w zadumę. Dla jednych będą wybawieniem i lustrem, w którym ujrzą swoje uczucia i myśli, zaś dla innych wydmuszką pełną pustych słów. Wszystko zależy od Ciebie – czytelniku, a także od Twojej wrażliwości i sympatii do nowoczesnego podejścia do poezjiocenia w przedpremierowej recenzji Amanda z bloga Amanda Says.

I to w sumie wszystko, co na temat obu tomów musimy wiedzieć: w prostych słowach podejmują tematykę bliską milionom osób. Robią więc to, co postulowali niemal wszyscy poeci w wywiadach z cyklu Obgadajmy poezję – pokazują ludziom, że w wierszach znajduje się miejsce na przeżywanie uczuć i emocji. Że może to być rzecz bliska i związana z codziennością każdego człowieka. Że poezja współczesna w niczym nie przypomina mozolnego odcyfrowywania metafor pod dyktando klucza odpowiedzi.

Czemu więc widzę na tablicach znajomych poetów posty nawołujące do bojkotu książek typu Mleko i miód czy Chłopcy, których kocham? Czemu w środowisku poetyckim wylewają się wiadra pogardy wobec czytelników, którym tomy te przypadły do gustu? Czemu ludzie trudniący się hobbystycznie lub zawodowo „promowaniem czytelnictwa” sarkają na czytelnictwo skutecznie wypromowane?

Głównie dlatego, że docenienie wkładu obu tych książek w poezję i literaturę wymaga rzeczy najtrudniejszej w świecie: odłożenia na bok ego i przyznania się do porażki.

Bo jak inaczej niż porażką nazwać lata walki o promocję poezji i wydanie choć jednego tomiku, który sprzeda się nie w setkach egzemplarzy, lecz w tysiącach, skoro wystarczyło niewielki ułamek sił oraz pieniędzy przeznaczanych na uderzanie głową w ścianę rozdysponować na reklamy na Facebooku? Skoro wystarczyło wysyłać dziesiątki tomików nie do krytyków i akademików, lecz do ludzi, którzy chcieliby zrobić sobie z nimi zdjęcia na Instagramie? Skoro wystarczyło pisać tak, aby z choć jednym wierszem utożsamić mógł się zwyczajny Kowalski, starający się jakoś odnaleźć w pędzącej codzienności, nie zaś wyłącznie obeznany z bieżącym dyskursem intelektualnym absolwent kierunku humanistycznego, spędzający całe dnie na łojeniu kolejnych puszek piwa Leżajsk oraz fejsbukowych protestach w obronie sądownictwa, puszczy i sojowego latte?

Fala popularności książek takich jak Mleko i miód czy Chłopcy, których kocham to dla środowiska poetyckiego sprawdzian. Czy niedoceniani i czytani przez zaledwie garstkę czytelników ludzie będą potrafili przełknąć dumę i, tak bez oceniania czy potępiania, powiedzieć czytelnikowi któregoś z tych tomów: fajnie, że spodobała ci się poezja, może któryś z następujących tomików też przypadnie ci do gustu?

Szczerze – nie liczyłbym na to. Zacznie się rozbieranie na czynniki pierwsze poszczególnych utworów i wskazywanie „braków warsztatowych”, „niedojrzałości artystycznej”, „zbyt mało gęstej metaforyki” etc. Tu ktoś wyśmieje wrażliwość (pisząc ją z wielkiej litery), tam pensjonarstwo czy pretensjonalność. Mniej utalentowany twórca tanią erystyką podważy kompetencje i wykształcenie filologiczne autorki, a posiadający krzynkę satyrycznej iskry z pewnością zabłyśnie lajkowanym oraz udostępnianym pastiszem. A na końcu, tak jak to zazwyczaj bywa, czytelnicy Mleka i miodu oraz Chłopców, których kocham dowiedzą się, że są banalni i prostaccy.

Że mają braki i niedostatki w edukacji. Że niczym młode pelikany łykają pijarowe zabiegi. Że tak naprawdę wcale im się te wiersze nie podobają. Że ich uczucia i emocje są wykreowane przez speców od marketingu. Że kupując te tomiki przyczyniają się do głodu w Afryce oraz wyzysku robotników w Indiach. I w ogóle to powinni wypierdalać na Instagrama, bo nie są godni kalać poezji swoją obecnością.

Ja na miejscu tych czytelników ani nie sięgnąłbym nigdy po polską poezję współczesną, ani nie chciałbym mieć z nią do czynienia. Może słusznie?