opinie1

Nie tak uroczy teledysk Baby, It’s Cold Outside?

Piosenek o plusze oraz mrozie słucha się najprzyjemniej w październiku, bo grudniowe śniegi nie są we wspomnieniach krystalicznie białe, one iskrzą gwiazdkową atmosferą oraz pachną bożonarodzeniowymi pierniczkami. Z zimnem kojarzą się znacznie jaskrawiej te słotne dni, gdy nie pamięta się o zabieraniu z domu parasola, gdy człowiek wraca dzień po dniu z siąpiącym noskiem, będąc jednocześnie owym siąpaniem niesamowicie zdziwiony. Nic dziwnego, że przypomina się wtedy armstrongowe „Baby, It’s Cold Outside”. W wykonaniu megawspółczesnym, z niesamowicie uroczym teledyskiem. Uroczym i straszliwie niefajnym jednocześnie.

Serio, nie zauroczą się tą dwójką dzieciaków wyłącznie największe gbury. Naturalnie niedopracowana choreografia, te wszystkie nierówne skoki i próby utrzymywania tempa, te niewinne uśmiechy, to pląsania i dokazywanie… Mistrzostwo!

Dodatkowo przystosowano tekst piosenki właśnie do publiki najmłodszej, zmieniając fragmenty związane z używkami czy sferą wyraźnie seksualną na bardziej niewinne, dziecięce wręcz. Say what’s in this drink // No cabs to be had out there przeszło w Say was that a wink? // No cabs to be had out there, zaś But maybe just a cigarette more / Never such a blizzard before przeistoczyło się w But maybe just another dance more // Never such a blizzard before.

Fajnie?

No właśnie niefajnie, bo w tym szeregu rzeczy nieodpowiednich dla oczu, uszu i wyobraźni dziecka nie znalazł się najbardziej oburzający element teledysku. Jest nim mianowicie scena, w której główny bohater w celu pozyskania względów eleganckiej damy musi porzucić swoją tożsamość i zawód, musi w tempie błyskawicznym odwiesić kubraczek hotelowego szatniarza i przywdziać garnitur. Inaczej kobieta zamożniejsza go nie zauważy, nie uzna za obiekt godny do flirtu, przejdzie obok z podniesionym nosem.

baby it's cold outside

I nie można uzasadnić tego umiejscowieniem teledysku w realiach historycznych i próbą ich wiernego odwzorowania. W chwili gdy tekst klasycznej piosenki zmieniany jest na potrzeby publiki najmłodszej, nie ma żadnych obiektywnych przesłanek do pozostawiania w klipie elementów tysiąc razy groźniejszych niż aluzje seksualne czy alkoholowo-tytoniowe.

Sytuacja oburzająca tym bardziej, że owe aluzje są tylko równorzędnymi do wszystkich innych słów piosenki frazami (I ought to say no no no sir czy też Well maybe just half a drink more), zaś rozpoczynająca teledysk scena konstytuuje całą sytuację, stanowi jej początek i dominantę, narzucającą młodemu widzowi jasno sprecyzowaną wizję świata.

Klasizm w najohydniejszej, najczystszej i najbardziej krystalicznej postaci. Obrzydliwe!