diary slam

Czy diary slam ma sens? – SLAM na KontenerArt #1

„Cringe Night” brzmi jak coś, czego spróbować warto choć raz w życiu. Pod taką właśnie nazwą zorganizowany został przed ponad dziesięciu laty pierwszy na świecie diary slam, czyli literacki slam, w którym występujący dzielą się z publiką swoimi żenującymi próbkami literackimi z czasów dawnych i dawniejszych. Jak wygląda takie coś w praktyce i czy diary slam ma w ogóle sens przekonaliśmy się na pierwszym tegorocznym wydarzeniu z cyklu „SLAM na KontenerArt” w Poznaniu.

Co najbardziej rzucało się w oczy przez dwie godziny trwania występów, zakończonych już po zapadnięciu zmroku? Nieprzystawalność miejscówki czy też złe umiejscowienie imprezy na kalendarzu wydarzeń wokół owej miejscówki skupionych.

diary slam

Kontenery są czymś w rodzaju plażowego baru. Oprócz osób zainteresowanych wydarzeniem znajdowało się na dość pokaźnym terenie przed sceną mnóstwo grupek slamem niezbyt zainteresowanych. W teorii powinno to cieszyć i kreować masę fajnych możliwości – występujący mają szansę na dotarcie do grupy znacznie większej niż zazwyczaj, zaś ludzie nie obcujący na co dzień z kulturą akademicką oraz twórczością poetycką dostają sposobność na poznanie czegoś nowego. Z poziomu sceny widziało się jednak i niedostatki.

Ciężko było ogarnąć, do kogo kieruje się ze sceny swoje słowa. Zainteresowani slamem porozbijani byli na grupki, często-gęsto niełatwe do zidentyfikowania. Odnosiło się przez to wrażenie, iż rzucane ku publice frazy trafiają do każdego i do nikogo jednocześnie. W przypadku standardowego slamu nie byłoby to kompletnie żadnym problemem. Eventy tradycyjne są znacznie bardziej przewidywalne i osoba z zewnątrz nad wyraz szybko ogarnia po co ludzie na slamie się zbierają i czego od slamu można oczekiwać.

diary slam

Ze slamem pamiętnikowym nie jest tak prosto, gdyż formuła spotkania może być przez występujących potraktowana dość swobodnie. Były więc prezentowane passusy z młodzieńczych pamiętników prawdziwych i zmyślonych, narracje długie i krótkie, występy improwizowane oraz monologi charakterystyczne dla stand-upu… Taka różnorodność wprowadzać mogła przypadkowych słuchaczy w konfuzję, a i nie wszystkim słuchaczom intencjonalnym przypadła do gustu, o czym świadczy wypowiedź Ani na FB: Czy coś skomplikowanego było w opisie wydarzenia, żeby większość uczestników nie mogła za nim nadążyć? 

Ja jednak odbieram ten sceniczny groch z kapustą bardzo pozytywnie. W takim a nie innym miejscu tradycyjne odczytywanie pamiętników nie mogłoby się udać. Wymaga ono intymniejszej atmosfery, większego spokoju, a przede wszystkim skupienia ze strony słuchaczy. Kawiarnia, kameralny pub, salka w domu kultury – to odpowiednie miejsca na diary slam.

Podejrzewam jednak, że i na Kontenerach dałoby się stworzyć adekwatne warunki, ale wymagałoby to czasu. Ten zaś można byłoby uzyskać poprzez zorganizowanie diary slamu jako któregoś eventu z kolei, a nie uczynienie zeń wydarzenia otwierającego slamowy sezon, przedstawionego publice slamowo jeszcze nie wyrobionej.

diary slam

Zaprezentowana przez występujących różnorodność wydawała się zbawienna również z innego powodu – diary slam nie jest nastawiony na współzawodnictwo w takim samym stopniu jak slamy rozgrywane według bardziej tradycyjnych zasad. Jeżeli usunięty zostaje czynnik tak mocno wpływający na emocje widzów, warto zastąpić go czymś innym. Niejednolitość stylistyk, gatunków oraz charakterów wypowiedzi wydaje się ekwiwalentem wystarczającym do utrzymania widowni w zaciekawieniu.

Bo o widownię przecież w przypadku slamów chodzi. I diary slam jak najbardziej ma szansę publice dogodzić, jeżeli tylko dobierze się odpowiednie miejsce oraz wykreuje stosowną atmosferę.


Autorem zdjęć jest Patryk Skrzy.


 

  • zarządzanie zasobami emocjonalnymi
    Zarządzanie zasobami emocjonalnymi - wywiad z Mariuszem S. Kusionem, autorem tomu