żyburtowicz

Żywot człowieka wrażliwego – Dominik Piotr Żyburtowicz – Żaglowce

Poezja może być wulkanem kipiącym energią oraz mocą, ale może też iść w drugą stronę – spokojnego poszukiwania odpowiedzi na pytania, które w starciu z życiem zadaje sobie człowiek wrażliwy. Wspomnienia z takiej właśnie wędrówki intelektualnej i emocjonalnej zebrał w tomie Żaglowce Dominik Piotr Żyburtowicz. 

Droga do wydania debiutanckiego tomu pomorskiego autora była długa i kręta. Od pierwszego dostrzeżenia go przez szersze grono do publikacji Żaglowców minęło na tyle dużo czasu, aby udało się zawrzeć w tomie bardzo zróżnicowany wybór wierszy. Zapis procesu dojrzewania człowieka wrażliwego rozpoczyna się rozdziałem, który poeta tka ze wspomnień i zmityzowanych obrazów dzieciństwa. – Od czego innego miałbym zacząć Żaglowce? Czas dzieciństwa to moja prywatna przestrzeń mityczna. Bardzo lubię wracać do niej w pamięci. Dopóki żył mój ojciec, życie przypominało bajkę – wspomina autor. – Zajmował stanowisko dyrektora w wielkim przedsiębiorstwie budowlanym w Drawsku Pomorskim. W tak małym miasteczku był osobą dość wysoko postawioną i w naszej rodzinie niczego nie brakowało. Mimo wielu obowiązków, zawsze znalazł dla mnie czas – uzupełnia.

Jak każda bajka, i ta musiała mieć swoje zakończenie. Nagły koniec stanowił granicę nie tylko osobistą, ale i twórczą. – Nie ma co się dziwić, że jego śmierć była dla mnie traumą. Po tym wszystkim zacząłem trochę inaczej dostrzegać świat. Zacząłem widzieć rzeczy, których wcześniej nie widziałem. Poezja przyszła później, bo wiersz bierze się szczególnie z obserwacji świata. Człowiek rozgląda się i widzi owoce, dostrzega ich dojrzewanie – opowiada Dominik Piotr Żyburtowicz. To właśnie wtedy dojrzał do ich zerwania. – Pisząc „Miejsca, w których dojrzewają owoce” i „Dojrzewanie owoców” miałem oczywiście  na myśli owoce, które są w nas, które dojrzewają dzięki wydarzeniom, obrazom. Wydarzenia i obrazy są jak światło padające na owoc. W dzieciństwie nie szukałem tych obrazów. Wystarczyło „być” i „patrzeć”. Wystarczyło „żyć” – wspomina.

dominik piotr żyburtowicz żaglowce

Wraz z początkiem drugiego rozdziału Żaglowców, w wierszach rozpoczyna się poszukiwanie odpowiedzi na pytania, które w szczególnie traumatycznych momentach życia zaczyna sobie zadawać człowiek. Czy werbalizowanie wątpliwości przynosi jakiś skutek? – Każdy wiersz daje jakąś odpowiedź. Po niej pojawiają się jednak kolejne pytania. Po traumatycznych przeżyciach związanych z utratą bliskich osób, dość długo zastanawiałem się nad drugim światem, nad duszą. Gdy człowiek staje w obliczu śmierci bliskiej osoby, przychodzą do głowy przemyślenia – przyznaje autor. Zapisanie tych myśli pomaga wrażliwemu człowiekowi oswoić się z nieuniknionym. – Człowiek dociera do prastarych prawd, które powtarzają się w literaturze od wieków. Czasem wydaje mi się, że obsesyjnie wracam do tematu śmierci i dziś staram się już tyle o niej nie pisać. Chyba w jakimś stopniu udało mi się ten temat oswoić, przepracować. Z biegiem lat wynurzyłem się z cmentarnej kaplicy i udałem się w stronę życia. Dziś patrzę na niektóre sprawy nieco inaczej, co zresztą zaznaczyłem w końcowych wierszach rozdziału „Symfonia pieśni żałosnych” – podkreśla.

Jak wygląda oswojenie śmierci w świecie autora Żaglowców? – Zawsze będzie tak, że ludzie wokół nas będą odchodzić. Człowiek się starzeje, choruje, umiera. Bardzo mocno przeżyłem śmierć ojca i niestety muszę przygotować się na odejście innych bliskich mi osób. Jakiś instynkt samoobronny podpowiada mi, że trzeba się ratować. Z czasem zacząłem rozumieć, że trzeba też zbudować nowy świat wokół siebie. Mam tu na myśli rodzinę, dzieci. Trzeba też mieć przyjaciół, którzy cię wspierają. Rzecz niby prosta, ale kiedyś o tym nie myślałem – przyznaje Dominik Piotr Żyburtowicz. Ratunek przychodzi zaś jego zdaniem ze strony spokoju. – Ból musi się odbyć, przejść swoją drogę, i zmaleć. Poezja może być środkiem na radzenie sobie z bólami duszy, choć najpierw leczy rany czas. Można to porównać do terapii grupowych, jakie proponuje współczesna psychologia. Grupa ludzi po przejściach gromadzi się w kole i każdy opowiada na głos o tym, co go boli. Takie „wygadanie się” pomaga, a wiersze zawierające smutek są „wygadaniem się” przed czytelnikiem poprzez sztukę słowa – tłumaczy.

dominik piotr żyburtowicz żaglowce

Co pomogło mu w dostrzeżeniu tego właśnie elementu życia? – Sposób postrzegania świata zależy też od pryzmatu, przez który w danym momencie patrzymy. W rozdziale „Einstein na plaży” pojawia się miłość, która rozświetla cały tom. To niesamowite szczęście, że coś takiego spotkało mnie w życiu. Miłość była i będzie w literaturze zawsze, to najpiękniejszy pierwiastek duchowy. Usytuowanie wierszy w „Żaglowcach” jest przemyślane – deklaruje.

O przemyśleniu owym świadczy fakt, że przed zapoznaniem się z interpretacją „najpiękniejszego pierwiastka duchowego” czytelnik tomu poznaje mroczniejszą stronę  autora – Przed erupcją szczęścia pokazałem nieszczęście. W rozdziale „Wędrówki wilków” chciałem zaprezentować pewną permanentną prawdę, równowagę wszechświata. W życiu nie da się uniknąć bólu i cierpienia. Czwarty rozdział pokazuje ciemną stronę duszy, osobowość tragiczną. Spleen. Samopoczucie, które również pomaga przenieść wiersz w przestrzeń zdziwienia – tłumaczy Dominik Piotr Żyburtowicz. Zestawienie utworów o takim odcieniu ma mieć wartość kontrastową. – Po „Wędrówce wilków” następuje totalne odmienienie. Jeżeli w pewnym okresie życia mamy wszystkiego dość – poczekajmy, wytrzymajmy, burza kiedyś się skończy. Czasem trzeba znieść wiele złego, zanim nadejdzie coś dobrego. Fraza „Einstein on the Beach” zaczerpnięta jest z tytułu opery Philipa Glassa. Zetknąłem się z jego muzyką dokładnie wtedy, kiedy się zakochałem. Wybuch naszej miłości był jak wielki wybuch wszechświata! Coś niesamowitego. Świat zaczął przemawiać do mnie innym językiem. Nastąpiła sublimacji miłości. Działo się kilka niezwykłych zdarzeń, cudów wręcz. No i ja te cuda zapisałem – wspomina.

dominik piotr żyburtowicz żaglowce

Na tom Dominika Piotra Żyburtowicza składają się więc doświadczenia życiowe, choć zdaniem autora wiele jest jeszcze do powiedzenia. – „Żaglowce” nie podsumowują całego mojego dotychczasowego życia i nie wykładają wszystkich poglądów na istotne sprawy. Do tomu wybrałem 50 wierszy. Książka jest dedykowana mojemu ojcu, który zmarł w wieku 50 lat. O wielu sprawach jeszcze nie powiedziałem – podkreśla. Mozolnie zbierany budulec stanowi według niego najstabilniejszą podstawę. – Poezja to nie tylko materiał wyciągnięty z książek, ale też krew, płacz, radość, dotyk, trud codziennego dnia. Innymi słowy: życie i doświadczenie. Pracowałem w ponad dwudziestu różnych zawodach. Byłem kierowcą, budowlańcem, przedstawicielem handlowym, ochroniarzem, opiekunem osób niepełnosprawnych, pracownikiem muzeum, nauczycielem, pracownikiem produkcji, nocnym stróżem… Przebywałem w wielu różnych miejscach, wśród wielu różnych ludzi. I ludzie ci opowiadali swoje historie – wspomina.

Nieprzypadkowo więc najczęściej powtarzanym przymiotnikiem staje się w przypadku opowiadania o Żaglowcach słowo wrażliwy. Właśnie do wrażliwych ludzi pomorski poeta kieruje swoją twórczość. – Może ktoś powie, że wypisuję banały, ale nie dbam o to. Postanowiłem wrócić do rzeczy najprostszych, zarówno dla siebie samego, jak i dla ludzi, którzy dziś takiego powrotu potrzebują. Gdy piszę o sprawach transcendentalnych, metafizycznych czy ontologicznych, wolę poruszać się w znanym mi obszarze. Mam tu na myśli doświadczenie, na przykład doświadczenie miłości. Czyli jakiś aspekt ziemski, ludzki. Emocjonalny. Dzięki temu w sposób ludzki można trafić do odbiorcy. Wyrazić tajemnicę poprzez ogólnie znany pryzmat – wyjaśnia. – Widziałem w twarzach napotkanych ludzi szczęście i załamanie, dobro i nienawiść. Ludzkie osobowości ukształtowane są również przez przeżycia. Dlatego moja poezja też jest zróżnicowana. Piszę dla ludzi, z którymi żyję. I chcę, aby ta poezja do nich dotarła – podsumowuje.


Dominik Piotr Żyburtowicz (1983) – poeta. Wiersze publikował m.in. w „Akcencie”, „Arteriach”, „Frazie”, „Latarni Morskiej”, „Migotaniach”, „Odrze”, „Toposie”, „Tyglu Kultury”, „Wyspie”. Laureat wielu konkursów poetyckich. Współautor antologii Połów. Poetyckie debiuty 2010 oraz polsko-angielskiej antologii Free over Blood (2010). Żaglowce są jego debiutem poetyckim.


Jeśli spodobał ci się tekst, zapoznaj się także z innymi pogadankami z

 OBGADAJMY POEZJĘ