kawa

Estetyczna kawa – Przewodnik kapitalizersa #2

Choć wiele używek nadawałoby się na symbol kapitalizmu, żaden szanujący się kapitalizers nie powinien przedkładać którejkolwiek spośród nich ponad czarną córę arabskich pustyń. Kawa, kawa, estetyczna kawa. To właśnie podstawa sukcesu.

Od przymulonych rannych pobudek po setki minut dziesiątek nadgodzin – na spożywanie tego napoju człowiek wkręcony w tryby błogosławionego kapitalizmu ma okazji aż nadto. Sypana lura w domu czy oblegany automat w pracy szybko tracą jednak wartość estetyczną, nadal stanowiąc wprawdzie świetny materiał do rzucanych tu i ówdzie sentencji natury ogólnej, ale w żaden sposób nie nadając się na insta czy fejsa. Dlatego też estetyczną kawę spożywać należy w kawiarniach.

To tam elastycznie zatrudniony barista wyrzeźbi w czarnym alabastrze serduszko, które ślicznie wpasuje się w instagramowy feed. To tam znajdzie się pastelowe abażury i półki z uroczo zestarzałymi książkami dawno zapomnianych klasyków – również doskonałe do obrobienia odpowiednimi filtrami. Wyblakłe obicia głębokich foteli, takież same dywany i stoliki, wszystko tak idealnie wpasowujące się w prostą zasadę przyświecającą każdemu szanującemu się kapitalizersowi: fake it till you make it. Fotka, filterek, pełen sukcesik. A że kawa w międzyczasie wystygła? Shit happens.

W kawiarni znajdują się też ludzie. Nie zawsze modni, nie zawsze progresywni, nie zawsze potrafiący odnaleźć się w wielkomiejskiej, kapitalistycznej rzeczywistości tak doskonale jak ty. Przede wszystkim jednak osób tych nie masz na fejsie w znajomych i, choć schowany za ekranem laptopa unikasz ich wzroku, możesz uczynić z nich idealną pożywkę dla ironicznych anegdotek rzucanych w internetową przestrzeń.

Tutaj wąsaty pan po pięćdziesiątce oburzy się na mały kawałek ciasta kosztujący duże piętnaście złotych, tam wąsata pani pod pięćdziesiątkę zamówi „ekspreso”, nic tylko korzystać i kręcić statusową beczkę. A jeśli do tego pojawią się obcokrajowcy, zaliczyłeś klasycznego jackpota. Ciężko o lepszy dowód kosmoeuropejskiej zajebistości niż agresywna pomoc z dobieraniem odpowiedniego ciasta, zaś utyskiwanie na błędy w wymowie kelnerki, przyjmującej zamówienie od obdarzonego doskonałą ciężkością akcentu Niemca czy Hiszpana tak uroczo potrafiącego wyrażać każdą myśl za pomocą bezokoliczników, jest już sprawdzonym sposobem na zdobycie poklasku wśród pięknych i dobrych.

Wstydzisz się opublikować tego typu status, bo w znajomych wciąż dominuje rodzinka z Podkarpacia, a i beczka z polskiego akcentu powoli odchodzi w zamieszkiwanym przez ciebie wielkim mieście do lamusa, zastępowana przez szacunek wobec językowej różnorodności? Opisz to kilku znajomym na privie, pokaż im dobitnie, że wychodząc z tobą na miasto nie będą musieli wstydzić się za swój kraj.

I właśnie po to estetyczna kawa istnieje. W kapitalizmie nic nie powinno być sztuką dla sztuki, a już tym bardziej wypoczynkiem dla samego wypoczynku. I will rest in peace – to moje hasło. Dobre, nie?

Wracając jednak do kawy – dla człowieka pozbawionego kapitału społecznego, kulturowego, symbolicznego, materialnego i jakiegokolwiek innego to właśnie estetyczny wizerunek w social media staje się podstawą networkingu. W jaki sposób i w jakim celu? O tym w kolejnym odcinku Przewodnika kapitalizersa.


Sweat capital – Przewodnik kapitalizersa #1

Estetyczna kawa – Przewodnik kapitalizersa #2

Networking – Przewodnik kapitalizersa #3