IMG_20160809_152455

Skąd bierze się fajne książki?

Fajna książka to coś więcej niż treść. Za fajną książką kryje się historia. Tej nie pobierzemy z chomika, nie kupimy w księgarni ani nie wypożyczymy w bibliotece. Po fajne książki trzeba się kopsnąć nieco dalej.

Michael Eric Dyson – Krzyczcie, jeśli mnie słyszycie

Michael Eric Dyson - Krzyczcie, jeśli mnie słyszycie

Kilkudziesięciogodzinne podróże autobusami są całkiem podobne do podróży passatem – wsiąść, przemęczyć się, wysiąść, zapomnieć. Czasami jednak o zapomnienie ciężko.

Tamta podróż była dość klasyczna: czosnkowo-kiełbasiany babsztyl za plecami, plotkująco-paplające panie przede mną, obok zaś olbrzym nie ogarniający, że nie tylko on ma dość gargantuiczne rozmiary.

Już na pierwszym postoju okazało się jednak, że towarzyszem podróży będzie też ziomek w koszulce Czarnej Strefy, a jak powszechnie wiadomo, Czarna Strefa łączy  ludzi zajebistym sortem. I tak od słowa do słowa, a raczej od zwroty do zwroty, nawiązałem bardzo prawilną znajomość. Tak prawilną, że na odchodne wręczył mi koleś do ręki książkę, stwierdzając: ty wyglądasz na takiego, co umie czytać, tobie może się to przydać. Z fartem ziomeczku!

I w ten sposób stałem się szczęśliwym posiadaczem biografii Tupaka Shakura. Z fartem!


Bolesław Prus – Lalka

Bolesław Prus - Lalka

Okres licealny jest chyba najlepszym czasem mojego smutnego i dość bezcelowego żywota.

Nauka w liceum polegała na interesowaniu się literaturą, czytywaniu książek, magazynów i opracowań. Przedmioty ścisłe ogarniało się „na rozum”, tak solidnie ćwiczony na rozbiorze logicznym zdań łacińskich. Stan idealny, stan czytania kilkunastu książek miesięcznie.

Podczas trzech tygodni szkolnego przerabiania (czy też omawiania, jeśli dojdziemy do zacnego wniosku, że przerabiać to można co najwyżej mięso na kiełbasę, książkę zaś się omawia) Lalki Bolesława Prusa przeczytałem wszystkie trzy tomy powieści poczwórnie.

Egzemplarz mój był pokreślony notatkami niczym podręcznik Księcia Półkrwi. Poszarpany, brzydki, stęchniały, wiecznie ukurzony i pyłogenny. Istny koszmar.

Wiecie, że nadal go mam i czytuję w całości co najmniej dwa razy w roku?

Pani bibliotekarka była najmilszą osobą na świecie. Ja ufundowałem egzemplarz nowiuśki, z najważniejszym dla oczu ucznia streszczeniem oraz z absolutnie medialnym featurkiem, czcionką ułatwiającą szybkie czytanie, ona zaś zgodziła się wycofać z obiegu i przeznaczyć do wywalenia tomy wcześniej przeze mnie wypożyczone.

Dobrze, że na miejscu znalazł się ktoś, kto uchronił najwspanialszą Lalkę przed trafieniem na śmietnik artefaktów.


Aleksander Krawczuk – Juliusz Cezar

Aleksander Krawczuk - Juliusz Cezar

Przez kilka ostatnich miesięcy dorabiałem sobie jako dziennikarz w jednej z większych gazet codziennych na północy kraju. Praca dość mało opłacalna, zabierająca mnóstwo czasu, wysoce stresująca – coś musiałoby w moim życiu pójść stanowczo nie tak, żebym został dziennikarzem. Perfidnie skłamałbym jednak, gdybym stwierdził, że kilka miesięcy spędzonych nad robieniem materiałów prasowych ani nie sprawiało mi przyjemności, ani niczego mnie nie nauczyło. Nauka była niezwykle istotna, ale za równie ważną część tej pracy uznaję możliwość poznania niesamowitych ludzi.

Jednym z nich był emerytowany profesor, bibliofil oraz regionalna legenda Solidarności. Artykuł przybliżał czytelnikom jego postać oraz przebieg olsztyńskich strajków studenckich z lat 1980-1981 i bardzo żałowałem, że nie mam miejsca oraz możliwości na ukazanie tej nieporównywalnie ciekawszej  strony życia byłego wykładowcy. Książki ustawione od podłogi po sufit, każdy centymetr niewielkiego mieszkanka zastawiony regałami!

Po kilkugodzinnej rozmowie otrzymałem na odchodne prezent dość niepozorny. Przyznaję, że uśmiech na twarzy był raczej fasadą, w duchu się po prostu skrzywiłem. Książki Aleksandra Krawczuka zawsze traktowałem jako antyki urocze, choć niezbyt wartościowe, gdyż drukowano je w milionowych nakładach za czasów PRL i zetknął się z nimi chyba każdy.

Wiecie, na wartości antykwarycznej w ogóle nie zyskały od czasu, gdy otrzymałem Juliusza Cezara. Lektura tej pozycji przypomniała mi za to, jak daleko jest dziełom Krawczuka do uroczych antyków. To książki żywe i barwne, a historiom przedstawianym przez byłego ministra kultury daleko do muzeum.

Siła słowa!


Jakobe Mansztajn – Studium przypadku

Jakobe Mansztajn - Studium przypadku

Ludzie różne rzeczy robią w okolicach slamu poetyckiego na nieznanym terenie.

Jak powszechnie wiadomo, najważniejszą funkcją literatury jest funkcja eskapistyczna, a fajne książki też muszą się z nią wiązać. Nic dziwnego, że w tej historii uciekłem w inne stany świadomości, a gdy wstałem, leżała obok mnie torebeczka z książką. W książce zaś owej, napisanej przez Jakobe Mansztajna, noszącej tytuł Studium przypadku, wpisana jest dedykacja: Na pamiątkę wspólnej nocy.

Pierwsza trzeźwa myśl.

Cosiestaosie.

Druga trzeźwa myśl.

cosieodjebalo.jpg

Trzecia trzeźwa myśl.

Zajebiście, musiałem wygrać wczorajszy slam, na którym gdański pisarz i bloger był gościem specjalnym.

Szukam jakiejś świrniętej psychofanki, która będzie chciała mieć taką dedykację za wszelką cenę. Przyjmuję cash, ale śmiesznie mogłoby być też wtedy, gdyby szalenica zechciała mi odebrać ową książkę siłą.


Michalina Janyszek – Sztuka Medyczna

Michalina Janyszek - Sztuka Medyczna

To historia najmłodsza, ale też najbardziej wzruszająca.

Był to mój ostatni dzień niemal rocznego pobytu wypoczynkowego w Olsztynie. Podczas tych kilku cykli księżyca sprawdzałem, do jakich granic może posunąć się sztuka, gdzie jest moje w niej miejsce, czy da się ją autentycznie łączyć z życiem codziennym.

Da się. Ale kurwa nie tutaj.

Przyznam jednak, że są ludzie, za którymi będę tęsknił. Są to ludzie związani z literaturą. Będę  tęsknił za najcenniejszymi, choć najrzadszymi spotkaniami z najlepszą polonistką w magicznym uniwersum szkół średnich ze znanego nam wszechświata, będę tęsknił za stojącym ode mnie w sztuce poetyckiej co najmniej klasę wyżej Kobusem oraz pławiącą się w jego glorii ekipą Ars Scripta, będę tęsknił za socjopatyczną znajomością z najlepszym Krawielem, a w końcu będę miał w pamięci niesamowite rozmowy twórcze z autorką Sztuki medycznej, których pokłosie zawiera się nie tylko w tegodniowym prezencie.

I będę miał dość wszystkiego innego.

To miasto jest naprawdę złe.


Wiecie już, skąd brać fajne książki?

Z zaskoczenia.