Jak dzieci w przedszkolu – Biuro Literackie vs Cały Świat – runda 1

Śledzicie na bieżąco kolejne odcinki telenoweli pt. „Środowisko literackie” na fanpejdżu Biura Literackiego, największego w Polsce wydawnictwa zajmującego się poezją? Gdyby wszystko rozgrywało się w normalniejszym środowisku, sprawę moglibyśmy nazwać sporym kryzysem wizerunkowym w social media. Zdecydowanie negatywnie wobec firmy wypowiadają się dwa najdynamiczniejsze ostatnimi czasy periodyki branżowe (Mały Format – solidarnie jako redakcja, Kontent – wyrazistym głosem redaktorów). Kolejni poeci, krytycy oraz czytelnicy wieszają na BL psy i wystawiają wydawnictwu oceny jedynkowe w dziale z recenzjami. Co więcej, niepochlebne opinie wiążą się z poważnymi zarzutami, począwszy od żerowania na zmarłym poecie, poprzez uporczywe łamanie praw autorskich, a skończywszy na wyzyskiwaniu pracowników. Kryzys jak się patrzy? Ciężko mówić o kryzysie w sytuacji, gdy wszystko toczy się dawno ustalonym rytmem i zgodnie ze środowiskową dynamiką – ktoś się obrazi, ktoś się uniesie, a ciuchcia wróci na stare tory. Wina Biura Literackiego? Odnoszę wrażenie, że w całym tym pierdolniku ciężko obwiniać kogokolwiek o cokolwiek.

Czy oznacza to, że Biuro Literackie jest spoko? Na to pytanie nie znam niestety odpowiedzi i prawdopodobnie nigdy jej nie poznam – klimat środowiska poetyckiego nie sprzyja szczególnej otwartości, zarzuty wobec oponentów rzadko formułowane są wprost, a wszelkie kłótnie oraz batalie opierają się na wielkich słowach i jeszcze większych niedopowiedzeniach.

Olbrzymia szkoda, przynajmniej w dwóch przypadkach, bo na bok odłożyć należy kwestie związane z wydawaniem wierszy Tomasza Pułki. Rozmowa na ten temat wprawdzie nie zaszkodzi, ale też nikomu w niczym nie pomoże, bo jest totalnie uznaniowa i interesuje garstkę ludzi zaangażowanych w temat emocjonalnie. Dla przeciętnego czytelnika najważniejsze jest to, że znalazła się instytucja będąca w stanie popchnąć sprawę do przodu, a nie babrać się przez dziesięć lat w akademickich rozważaniach, których jedynym efektem będzie nabijanie grantowo-stypendialnych punktów – i na tym stwierdzeniu zakończę temat.

Znacznie istotniejsze na dzień dzisiejszy wydają się natomiast dwie inne kwestie: pracy w środowisku literackim oraz podejścia do praw autorskich (tak więc – pracy w środowisku literackim vol. 2). Pobieżnej analizie obu tych tematów doskonale posłużą ostatnie burze wokół Biura Literackiego, choć z powodu wspomnianego już środowiskowego klimatu ciężko będzie mówić o konkretach. Zamiast snuć więc rozważania oparte na domniemanych pobudkach, którymi kierują się potencjalnie osoby dramatu, zarzucę was kilkoma niepodważalnymi faktami tym, co udało się wyekstrahować z nacechowanych emocjonalnie wypowiedzi.

Przygrywką do wzmiankowanego flejmu, a zarazem pierwszą rundą batalii Biuro Literackie vs Cały Świat była afera wokół publicznej odpowiedzi na pytania zadane przez Bartosza Sadulskiego kierownikowi BL, Arturowi Burszcie, w trakcie przygotowań do artykułu Buda Ruska, Cieszyn, Brzeg: poszerzenie pola.

Chronologicznie wyglądało to mniej więcej tak:

1. Bartosz Sadulski wysyła Arturowi Burszcie pytania dotyczące festiwali literackich organizowanych na peryferiach życia kulturalnego (BL1 oraz BS1).

2. Burszta odpowiada Sadulskiemu, że z pytań tych wyniknąć może ciekawa rozmowa i warto byłoby ją opublikować w formie wywiadu (BL1 oraz BS1).

3a. Sadulski odpowiada Burszcie, że nie jest zainteresowany jego propozycją i kontakt ze strony wydawnictwa się urywa (BS1)

3b. Sadulskiego przestają interesować powstałe już odpowiedzi na pytania (BL1).

4. W Dwutygodniku opublikowany zostaje podlinkowany już artykuł, zakończony atakiem Sadulskiego na Bursztę (BS2) (BS3).

5. Biuro Literackie publikuje na swoim profilu odpowiedzi Burszty na pytania i kwestie podejmowane przez Sadulskiego w artykule – bez podlinkowania tekstu czy osadzenia odpowiedzi w kontekście jakkolwiek powiązanym z Sadulskim (BL2).

6. Sadulski publikuje swoją opinię co do publikacji BL pod nią samą oraz na swoim profilu (BS1) (BS5).

7. Pojawia się oświadczenie BL (BL1).

W totalnie subiektywnym skrócie oczami byłego dziennikarza i obecnego analityka prasowego?

Dziennikarz podejmuje w artykule temat X, stara się uzyskać wypowiedzi z różnych punktów widzenia, rozsyła pytania na interesujące go kwestie do różnych osób i instytucji. Ponad tydzień po ukazaniu się artykułu jedna z zapytanych osób, której wypowiedzi z takich czy innych powodów nie ukazały się w rzeczonym tekście, publikuje swoje zdanie na temat kwestii poruszanych w artykule. Problem ukazany w artykule zostaje pogłębiony, autor tekstu nic nie traci, a odbiorcy zyskują pogłębioną perspektywę.

I tyle. Tylko tyle. To jedyne spojrzenie na sprawę, które ma sens z praktycznego punktu widzenia, abstrahującego od środowiskowych patologii.

Dziennikarz mający pretensje, że ktoś chce wyrażać swoją opinię na temat poruszanych przez niego problemów? Dziennikarz drący szaty i łkający o to, że kompletnie autorskie, długie na kilka tysięcy znaków odpowiedzi na zadane przez niego pytania są żerowaniem na jego pracy? Dziennikarz święcie przekonany, że zadawane przez niego pytania są tak zajebiste, że powinien mieć na nie monopol? Dziennikarz wyobrażający sobie, że raz podjęty przez niego temat należy wyłącznie do niego i potrzeba zgody na jego rozwinięcie czy zabranie głosu w dyskusji? Dziennikarz nie ogarniający, że zbliżamy się do trzeciego dziesięciolecia XXI w. i media przestały odgórnie udzielać głosu jednym, a zabierać go drugim? 

Biuro Literackie dąsające się, że dziennikarz nie potraktował sugestii o możliwości rozwinięcia tematu jako komplementu (bardzo protekcjonalnego swoją drogą)? Biuro Literackie obrażone, że dziennikarz nie wziął pod uwagę ich sugestii o potrzebie pogłębienia tematu (swoją drogą jeszcze bardziej protekcjonalnej)? Biuro Literackie mające pretensje o całkowicie naturalną i normalną dla materiałów prasowych parafrazę wypowiedzi swojego kierownika? Biuro Literackie odmawiające w ramach focha podlinkowania tekstu, do którego się odwołuje? Biuro Literackie nie potrafiące napisać odpowiedzi, która nie byłaby arogancka i agresywna?

SEEEEEEEEEEEEEEEEEERIOOOOOOOOOOOOOOOOOO? 

Całą tę sytuację analizować można byłoby na wielu poziomach i upatrywać przyczyn eskalacji konfliktu w piętnastu różnych czynnikach, ale absurdalność wzajemnych pretensji o tak nieistotną pierdołę z lekka przerasta mnie w skali mikro, a jej reperkusje w skali makro zdecydowanie przerażają. Przerażenie owo opiszę jednak w dokładniejszej analizie pobudek i patologii, na którą przyjdzie czas w następną środę, gdy wyklarują się zgliszcza po pożarze większym i aktualniejszym, związanym z kierowanymi wobec Biura Literackiego oskarżeniami Krzysztofa Sztafy.

Tam nie chodzi już o archaiczne pojmowanie praw autorskich i buzujące w ludziach pióra ego, lecz o pryncypia. Nie o małostkowość pojedynczych osób i instytucji, lecz o lata systemowych zaniedbań. Nie o wytknięcie pojedynczych żenujących zachowań, lecz opis mechanizmów stojących za spiralą pretensji wobec Biura.

Ale o tym wszystkim, jako się rzekło, za tydzień. Gdy nieco opadnie kurz i opadną emocje.