dworek

literuFKA, czyli jak zorganizować profesjonalny cykl spotkań literackich – wywiad z Mateuszem Dworkiem

Pomysł na udane spotkanie literackie wydaje się prosty: godzinka rozmowy z interesującym poetą, a następnie emocjonująca rywalizacja slamerów. O szczegółach organizacyjnych tego typu imprez opowiada Mateusz Dworek z Fundacji Kultury Akademickiej w Poznaniu, jeden z organizatorów cyklu spotkań literuFKA.

Skąd na literackiej mapie Polski wzięła się literuFKA?

Nie do końca podobały nam się spotkania poetyckie organizowane w Poznaniu do tej pory. Były organizowane albo przez starszych ludzi i były nudne, albo miały charakter bardzo akademicki. A chcieliśmy mieć też imprezy dla siebie. Na początku 2015 roku zorganizowaliśmy dwa spotkania z młodymi poetkami: Anią Mochalską i Dominiką Kaszubą. Po tych spotkaniach stwierdziliśmy, że warto kontynuować to w formie regularnego cyklu spotkań.

Jak wyglądała literuFKA w ostatnim roku?

Przede wszystkim – wystąpiło kilkunastu poetów. Spotkania robione są w systemie wiosenno-jesiennym, więc celujemy w sześć imprez, zamykających się w trzech miesiącach. Ci, którzy u nas wystąpili, byli z różnych bajek. Zaprosiliśmy poetów będących dziś, no powiedzmy, w czołówce: Basię Klicką, Jakuba Kornhausera, Jakobe Mansztajna. Ale byli też poeci nieco mniej znani, których chcieliśmy zaprezentować poznańskiej publiczności.

Układając listę gości staramy się, aby były ze dwa nazwiska ze starej gwardii, brulionowej lub nawet starszej, dwóch poetów będących na krótszych lub dłuższych językach literackiego mainstreamu i co najmniej dwóch poetów przebijających się dopiero do światka literackiego. Skoro na spotkania z cyklu literuFKA przychodzi po osiemdziesiąt osób, oznacza to, że pomysł się sprawdza.

Da się wymierzyć opłacalność organizacji takich spotkań?

Nie da się. Mówiąc szczerze, z punktu widzenia wszechobecnych wskaźników wymierności ekonomicznej, spotkania literackie są nieopłacalne. Dla nas wartością napędzającą chęć robienia spotkań literackich jest satysfakcja oraz regularnie pojawiające się grono odbiorców. Fajnie, jeżeli organizujemy spotkanie z Jakubem Kornhauserem i przychodzi na nie sto osób, ale nawet jeżeli w przypadku spotkania z Piotrem Przybyłą pojawiło się maksymalnie dwadzieścia osób, to nie nazwiemy takiej imprezy mniej wartościową. Każda rozmowa  o literaturze ma sens.

Kiedyś myślałem, że jeśli na spotkaniu zjawi się mało osób, to kończy się ono porażką i jest znacznie gorsze od spotkania, na które walą tłumy. W literaturze frekwencja nie jest jednak wymierna. Publiczności nie ściąga żadna wartość wymierna, niczego nie można obiecać, nie da się zaplanować efektu. Wartością jest zadowolenie, dobra zabawa oraz posłuchanie lepszych lub gorszych wierszy. Wiem, że to brzmi trywialnie, ale tak jest.

Jak wygląda zaklepywanie artystów od strony organizacyjnej?

Podchodzimy do tego maksymalnie profesjonalnie, nie organizujemy nic na kolanie. Nie wyobrażam sobie organizacji tych spotkań na zasadzie „może dwa wypalą, a reszta jakoś się potoczy”. Od dłuższego czasu cykl organizujemy wspólnie z Wojewódzką Biblioteką Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Miesiąc przed wszystko jest dopięte na ostatni guzik, po to, żeby wyglądało maksymalnie profesjonalnie. To o tyle ważne, że w naszym światku literackim, który jest totalnie niedoinwestowany, po prostu biedny, chcemy do ludzi podchodzić poważnie.

Najlepszych poetów przyciągacie właśnie tym profesjonalizmem?

Przyciąga ich na pewno fakt, że literuFKA trwa już jakiś czas i bardzo dużo osób o niej wie. Pierwsze dwie imprezy z cyklu były eksperymentalne, ale od tego czasu wiele się nauczyliśmy. Od kiedy zdobyliśmy stałe dofinansowanie i możemy zaproponować artystom stałe honorarium, nie ma problemu z przyjazdem gości. Zdobyliśmy sporą rozpoznawalność, literuFKA stała się w Poznaniu modna. Łatwiej jest zaprosić kogoś teraz, niż rok temu.

Zdarza się, że na spotkania przychodzą tłumy widzów.

Przez długi czas pytano nas, czemu przychodzi tyle osób. Przecież wcześniej w Poznaniu organizowano spotkania literackie i one jednak nie przyciągały takich tłumów. Umówmy się, my nie uzurpujemy sobie prawa do zbawienia sceny literackiej w Poznaniu. Nikt z nas nie powie, że dzięki działalnosci FKA coraz więcej osób będzie czytać książki albo sięgnie po poezję. Chodzi nam o pokazanie, że literatura,  a zwłaszcza poezja, może iść w parze z przemyślaną rozrywką. Że to nie są dwa odległe światy. Bo jak inaczej zajmować się poezją?

Właśnie, jak powinna wyglądać dobra impreza literacka?

Musi likwidować dystans pomiędzy poetą a publicznością. Jeżeli impreza jest prowadzona w bardzo oficjalnym tonie, dyskusja toczy się wokół seminaryjnego scenariusza z uniwersytetu rodem, albo z gdy poezji próbuje się robić polityczny cep, to każdy prędzej czy później zorientuje się, że to ściema. I więcej nie przyjdzie. Po drugie, każda impreza musi mieć stałe finansowanie. Gdyby nie stałe wsparcie finansowe, nie robilibyśmy literufki. Trudno robić imprezę z budżetem kilku złotych, naciągać kogoś na przyjazd, mówić, że ma przenocować u znajomego i zapłacić za pociąg.

michał małysa literufka

A ile potrzeba tych pieniędzy?

Cykl literuFKA to wydatek rzędu ośmiu tysięcy złotych na każdą edycję. Składa się to na honorarium dla zaproszonego gościa, nocleg dla niego, nagrodę za slam oraz koszty materiałów marketingowych. Chcielibyśmy przeznaczać na to jeszcze więcej pieniędzy, ale dzięki decyzjom kulturalnej centrali politycznej pieniędzy na literaturę jest coraz mniej.

Właśnie, nagroda za slam. Czy uważacie tę część imprezy za równie ważną jak spotkanie z artystą?

Występ slamerski zdecydowanie jest równorzędny z tym, co dzieje się w trakcie spotkania z poetą. Skłamałbym jednak, gdybym stwierdził, że slam nie zachęca. Zdarza się przecież, że na slamie zbiera się dwa razy więcej osób niż na spotkaniu. I bardzo dobrze. Nikt nie powiedział przecież, że większą gwiazdą wieczoru nie może zostać najlepszy slamer.

Czy ludzie narzekają na coś w kontekście waszych imprez?

Kiedyś usłyszałem od jednego z poznańskich poetów, że organizuję literufkę tylko po to, żeby dostać dobrą pracę w ministerstwie. Ale jak wiesz, nie dostałem takiej propozycji od ministra Glińskiego.

Zdarzają się różne narzekania. A to, że nie ma tego poety, że spotkanie trwa za krótko, że slam jest za długi… Ile osób, tyle pomysłów na spotkanie. Ciągle pojawia się pytanie kiedy zaprosimy Marcina Świetlickiego i ja ciągle odpowiadam, że nigdy. Za to z przyjemnością w Dragonie porozmawiałbym z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem.

Wśród zabiegów marketingowych wokół cyklu literuFKa można wymienić nagrania wideo – streaming spotkań i slamów oraz filmiki promocyjne na YouTube. W porównaniu z innymi działaniami ma to jednak charakter dość prowizoryczny.

Wygląda prowizorycznie, bo nie ma na to większej kasy. Gdyby były pieniądze, to moglibyśmy wynająć jakąś telewizję i zrobić dokument o literuFCE, co byłoby fajną pamiątką. Nie miałoby to jednak żadnego przełożenia na faktyczne zainteresowanie literufką. Relacje ze spotkań literackich nie cieszą się żadną popularnością, oglądają je dokładnie te same osoby, które na spotkaniu były. Zresztą, większość zabiegów marketingowych w przypadku literatury ma się nijak do zainteresowania samą literaturą.

Czy literuFKA ma szansę się rozwinąć w coś większego?

Gdybyśmy chcieli zrobić coś większego, musielibyśmy zorganizować festiwal literacki, a taki jest już w Poznaniu. Nasza impreza ma swoje ograniczenia ze względu na taką a nie inną atmosferę, klimat, specyfikę miejsca i przeniesiona w inne miejsce straciłaby na jakości. literuFKA nie wypaliłaby w przestrzeni bardziej komercyjnej, nie widzę jej w sali wykładowej albo widowiskowej.

A co dotychczas przyniosła literuFKA?

Na pewno dała wielu osobom możliwość wystąpienia ze swoimi wierszami, utworami, piosenkami, konfrontacji z publicznością. Osobiście cieszę się, że od dwóch lat ludzie zainteresowani poezją mają możliwość poznania poetów w interesującej formule. Nie kreujemy artystów na noblistów i miłoszów. Większość osób myśli o poetach jako totalnie odrealnionych freakach i ciamajdach lub jako niezrozumiałych, bełkotliwych ludziach. My pokazujemy ich jako ciekawych ludzi piszących dobre wiersze.

I to ma sens.


Fundacja Kultury Akademickiej powstała w 2014 roku z chęci stworzenia platformy umożliwiającej swobodną wymianę myśli pomiędzy studentami poznańskich uczelni. Dziś przestrzeń kulturalną kształtują z nami studenci i pracownicy naukowi z wielu innych miast w Polsce.

Zajmujemy się tymi obszarami kultury, w których czujemy niedosyt. Animujemy literaturę, organizując i prowadząc wydarzenia poświęcone najnowszej prozie i poezji. Cykl „literuFKA” − spotkania autorskie z poetkami i poetami młodego pokolenia − wspierany jest dzisiaj przez WBPiCAK w Poznaniu, a także cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem publiczności, co pozwoliło na wpisanie na stałe w kalendarz wydarzeń kulturalnych Poznania zarówno edycji wiosennej, jak i jesiennej. Podobnie stało się z cyklicznymi slamami – turniejami performerskimi polegającymi na improwizacji własnych tekstów.”


Jeśli spodobał ci się tekst, zapoznaj się także z innymi pogadankami z

 OBGADAJMY POEZJĘ