maciej robert nautilus

Maciej Robert – Nautilus

Rozpamiętywanie przeszłości oraz pogrążanie się w świecie wspomnień przywodzi na myśl powolne i niebezpieczne osuwanie się w rzeczywistość zbudowaną ze zmitologizowanych refleksów czasu minionego, co nie powinno napawać ewentualnego podróżnika w czasie zbytnim optymizmem. A gdyby tak przywoływane z pamięci momenty podać w tempie błyskawicznym, zaproponować odbiorcy celowe pogubienie się w nich? – Trasa miejskiej podróży opisanej w Nautilusie przebiega po spirali, rozprzestrzenia się i zatacza coraz większe kręgi, powracając do kolejnych motywów i pożerając samą siebie. Chciałem, aby czytelnik wpadł w ten wir, doznał pewnego rodzaju transu i zagubił się w nim – mówi* o konstrukcyjnej warstwie swojego tomu Maciej Robert. A skoro jest to trasa z góry zaplanowana, dzięki pomocnej dłoni autora oraz pozostawionym przez niego drogowskazom zawsze można znaleźć wyjście awaryjne, udając się ostatecznie nie w stronę deluzji, lecz oczyszczenia.

Tym, co sprawia w wierszach z Nautilusa największe wrażenie, jest niesamowite tempo kolejnych dwuwersów, czasami przedstawiających sceny osobne, czasami kontynuujących zaczętą wcześniej myśl, zawsze jednak ciągnących czytelnika za ucho aż do końca poematu. Istnieje przez to spora szansa, że poganiany czytelnik zgubi jakąś ważną myśl i szczególnie istotną metaforę. Czy ma to jednak znaczenie? – Wydaje mi się, że pewne rzeczy, będące drogowskazami w tej podróży, są ukazane dosyć czytelnie, ale czytelnik nie musi przecież trzymać się nadanego przeze mnie kursu. Dryfowanie może być równie ciekawe. Bywało tak, że spotykałem się z odczytaniem idącym w poprzek moich zamierzeń, ale równie ciekawym – zaznacza autor.

I faktycznie, mimo szaleńczego tempa książki, w poetyckiej podróży wciąż odkrywa się obrazy albo znajome, albo dające się łatwo oswoić. Może dlatego, że mimo umiejscowienia poematu w bardzo konkretnej przestrzeni, ze względu na dominację emocjonalnych i poniekąd uniwersalnych skojarzeń wszyscy odnajdziemy w pocztówkowym mieście własną przestrzeń? – Nie da się ukryć, że jest to książka rozpięta na mapie Łodzi bardzo dosłownie. Zanim zacząłem ją pisać, rozrysowałem na planie miasta spiralę przypominającą muszlę. I to była trasa, którą podróżowałem – poetycko, ale też dosłownie. Każdy mieszkaniec Łodzi może ją więc odtworzyć po swojemu. Nie ukrywam, że bardzo zależałoby mi na tym, aby czytelnicy spoza tego miasta również mieli frajdę z lektury. Mam nadzieję, że udało mi się zrobić z Nautilusa opowieść o mieście jako takim, o jego istocie – deklaruje Maciej Robert.

Tom nie jest jednak książką uniwersalną w takim sensie, że swoje krajobrazy odnajdą w nim zarówno wielbiciele stali oraz betonu, jak i czytelnicy spod znaku klaczki, pszczółki i pszeniczki. – Nie da się ukryć, że przestrzeń Łodzi nie należy do najpiękniejszych, a dodatkowo bohater książki porusza się po terenach, które można nazwać ziemią jałową. Są to obszary podmiejskie, poprzemysłowe, gdzie dosyć monotonna natura obejmuje we władanie postindustrialną pustkę. Kiedy myślę o tym wszystkim, od razu widzę kadry ze Stalkera Tarkowskiego. W takiej scenerii nie da się uciec od melancholii – podkreśla poeta. Chodzi tu raczej o uniwersalizm emocjonalny, pozwalający zagłębić się w czas miniony z rozmysłem, prowadzący do pewnych refleksji oraz dawający odpowiedzi na osobiste pytania. Nawet jeżeli ciągłe kwestionowanie swoich wspomnień może przyjmować charakter dość pesymistyczny i ponury. – Podejrzliwość wobec rzeczywistości oraz własnego jej oglądu, chęć do nieustannego zadawania pytań oraz podawania w wątpliwość swojej percepcji, to początek niemal każdej twórczości artystycznej. Natomiast czy Nautilus rzeczywiście jest pesymistyczny? Zaryzykowałbym tezę, że w sensie osobistym to przede wszystkim książka nostalgiczna. Spojrzenie w przeszłość, nawet jeżeli jest ona nieciekawa czy wręcz bolesna, zawsze będzie niosło ze sobą pewien rodzaj usprawiedliwienia jej oraz mitologizacji – tłumaczy.

Tak zdecydowanie z powrotami do przeszłości bywa, jednak odbycie tego typu podróży w szaleńczym tempie dało wynik paradoksalny – rozpamiętywanie minionych zdarzeń nie prowadzi w Nautilusie do bezsensownej mitologizacji wyimaginowanych obrazów, lecz pozwala zmierzyć się ze wspomnieniami bez pogrążania się w nich bez reszty. A czy taka perspektywa spoglądania w przeszłość nie jest zwyczajnie mądra?


* Wypowiedzi autora zaczerpnięte są z wywiadu, który w pełnej formie ukaże się w ramach projektu Wystarczająco przechlapane. Biologiczno-matematyczne szczegóły konstrukcyjne Nautilusa, nostalgiczny i samotniczy klimat tomu, charakterystyka łódzkiej twórczości poetyckiej oraz klasycystyczna natura Macieja Roberta – o tym przeczytacie w czwartek, 7 września. Warto czekać!