płatek

Miasto, masa, katastrofa – Sławomir Płatek – Stacja pomiarowa

W opisywanym niedawno tomie Państwo przodem Rafał Różewicz wypunktował całe zło współczesnego świata. Podobnie pesymistyczne spojrzenie na świat oferuje czytelnikom Sławomir Płatek, który w Stacji pomiarowej dzieli się nie chłodnymi obserwacjami, lecz zestawem przeczuć jednocześnie mglistych i sugestywnych. Jak mówi sam autor: To właśnie z przeczuć bierze się poezja. Jeżeli rozminą się one z rzeczywistością – tym gorzej dla mnie, a tym lepiej dla świata.

Kwestia postawiona została w Stacji pomiarowej dość jasno: pozostawiony samemu sobie człowiek nie jest w stanie zmienić kursu ku samozagładzie. Jest źle i będzie już tylko gorzej, zaś stopniowe zmierzanie w stronę przepaści możemy obserwować tylko biernie. – Wydaje mi się, że świat zmierza do katastrofy. Najmłodsze wiersze z tomu pochodzą sprzed lat dwóch, a najstarsze sprzed czterech, ale wszystkie one wciąż zyskują na aktualności. Coraz mocniejsze staje się przeczucie, że coś w końcu pierdolnie – jest przekonany poeta, podsumowując swoje kronikarskie działania tytułowym utworem. – Wiersz Stacja pomiarowa konstytuuje książkę. Wydaje mi się, że jest on finałem wszystkiego, do czego prowadzą pozostałe teksty. Próbuję w nich poetycko mierzyć puls zachodniej cywilizacji. Czy można użyć tak wielkich słów? Każdy diagnozuje rzeczywistość na własny użytek i stara się świat zrozumieć, zaś ja czynię to po prostu z pomocą poezji. Nie po to, aby wiersze świat zmieniały i miały dla świata znaczenie, lecz żebym sam mógł sobie poukładać w głowie obserwacje i przeczucia – zaznacza.

Świat wykreowany przez autora najłatwiej zdefiniować za pomocą opisu postaci w nim żyjących: biernych, szarych, zamieszkujących betonową pustkę, spacerujących pod niebem z metalu i po ziemi ze stali. Ludzie nigdy nie są jednak w Stacji pomiarowej ukazani jako przedstawiciele gatunku budującego żelbetonowe giganty, konstruującego prędkie pojazdy oraz wyraźnie wpływającego na rzeczywistość. – Widzę moich bohaterów jako masę, która niczego nie tworzy, z którą ciężko mi się zidentyfikować. Mam zresztą wrażenie, że wszystko na świecie tworzone jest nie przez ludzi, lecz przez cywilizację. Cywilizacja przypomina mi zaś potwora, który już dawno wymknął się człowiekowi spod kontroli. Historia się toczy i zaczyna pożerać coś, co odnosiło przez jakiś czas wrażenie podmiotowości. Zaczyna pożerać człowieka – opisuje swoje spojrzenie na świat Sławomir Płatek. – Ci ludzie zderzają się z historycznymi procesami i nie za bardzo wiedzą, jak sobie z nimi poradzić. Tak właśnie widzę to, co dzieje się obecnie na świecie. Cechą ludzi w moich wierszach jest masowość i średniość. Stawiam tezę, że to historia zbudowała świat, a nie człowiek. Czy to w masie, czy to w jednostce – uzupełnia.

Dość wyraźnie pobrzmiewają w Stacji pomiarowej zaczepki wobec poetyk, które wolą skupiać się na aspektach świata nieco innych niż jego dysfunkcje. Czy jest to chęć wbicia komuś szpilki, czy raczej naturalna reakcja? – Niechęć do zajmowania się na przykład językiem nie jest w żadnym przypadku personalna. Znajdujemy się po prostu w takim momencie, gdy do obgadania są znacznie ważniejsze kwestie niż kolejne jałowe spory o immanentną konstrukcję wiersza, kiedy poeci zajmują się głównie dostarczaniem materiałów badawczych językoznawcom. Po kilku utworach oddanych wyłącznie estetyce mam wrażenie, że poza samą estetyką nic w nich nie ma. Skoro świat upada, to trzeba zadać sobie pytanie, czy możemy sobie pozwolić na pewien rodzaj obiegu myśli. Eskapizm, i poetycki, i życiowy, staje się pułapką ­– tłumaczy Sławomir Płatek.

Jak więc powinna wyglądać poezja? Przede wszystkim musi nadążać za nowoczesnymi trendami, spoglądać na kulturę i cywilizację z bardzo szerokiej perspektywy. – Świat się homogenizuje. Dzielenie świata na kulturę wysoką i niską to cofanie świata o stulecie, ale ostatecznie w praktyce i tak to robimy. Intuicyjnie rozróżniamy hip-hop od opery, bo tak nakazuje nam przeczucie i niewzruszona potęga tradycji. Wciąż jesteśmy więc w środku zamazywania różnic, ale dla mnie nie ma problemu w przytaczaniu westernu na równi z cytatami z Debussy’ego. Te zbitki stały się faktem, przez co język traci klasowość, hierarchiczność. Świat stał się egalitarny. Jedynie kultura się temu opiera, pomimo wspomnianej homogenizacji. Wokulski nie miałby dzisiaj problemu z awansem społecznym na bazie pieniądza, ludzie przestają nawet zwracać uwagę na dress code. Znaki przeze mnie używane nie stoją więc w żadnej hierarchii, podobnie jak różnicy nie ma pod względem geograficznym. Skoro kuchnia może być fusion, to dlaczego poezja nie? – zastanawia się.

Mimo olbrzymich pokładów pesymizmu, przez tę szarą wizję przebijają się pojedyncze promyczki słońca. Jak się jednak okazuje, mogą być one szansą co najwyżej na wyindywidualizowanie się ze zdeemocjonalizowanego tłumu. – Starałem się, żeby bohaterowie przeze mnie ukazani mieli również szansę powalczyć. W trzech utworach dałem im pokochać przed śmiercią i klęską, pochyliłem się nad nimi. Choć i wtedy miłość jest zjawiskiem naiwnym, nie dającym nadziei, lecz będącym symptomem rozpaczy wobec nadziei braku. Dzięki miłości bohater może się jednak ujednostkowić, gdyż nie da się kochać masowo i nie da się kochać mechanicznie – komentuje Sławomir Płatek jedyne wyjście, które wyłania się w jego wizji.

Wizji prezentującej ostatecznie obraz sugestywny, choć bardzo mglisty. – Trudno powiedzieć, na czym upadek będzie dokładnie polegał. Mam to, co mieli dekadenci i katastrofiści – przeczucie. Trafność tej czy innej wizji jest kwestią intuicji. Czytając po latach „Czekając na barbarzyńców” Kawafisa wiesz, że trafił on w sedno. Czytasz innych schyłkowych poetów z tamtego okresu – widzisz tylko strach, zagubienie, chybione diagnozy. W jednym wierszu natykasz się na trafne i jakby cudownie zesłane wizje obozów koncentracyjnych, a w innych obrazy ziemi zajeżdżonej na śmierć przez samochody. Nie wiem co będzie z tym światem, ale mam przeczucie, a to właśnie z przeczuć bierze się poezja. Jeżeli rozminą się one z rzeczywistością – tym gorzej dla mnie, a tym lepiej dla świata – podsumowuje.


Sławomir Płatek (1974), autor wierszy, publicysta filmowy i muzyczny, redaktor książek poetyckich, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Salon Literacki”. Organizator wydarzeń kulturalnych w Gdańsku. Wydał tomiki poetyckie Bez imienia (2010), Prześwietlenie (2011, jako Anna Kalina Modrakis), awaria migawki (2012) oraz Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet z którymi spałem (2013).


Autorem zdjęcia autora jest Maciej Kamiński.


musiał

kułakowska1

skwara1