Korczunow

Egzamin – Nadieżda Teffi – tłumaczenie

Na przygotowanie do egzaminu z geografii dali im trzy dni. Dwa z nich straciła Manieczka na przymierzanie nowego gorsetu z najprawdziwszymi fiszbinami. Do pracy wzięła się trzeciego, wieczorem. Otworzyła książkę, rozwinęła mapę i natychmiast zrozumiała, że nie wie zupełnie nic. Rzeki, góry, miasta, morza, cieśniny, zatoki, zatoczki… Kompletnie nic.

A było ich wiele, każda pojedyncza rzecz czymś się odznaczała. Morze Indyjskie tajfunami, Wiaźma wyrobem pierników, pampy lasami, równiny stepami, Wenecja kanałami, Chiny zaś szacunkiem wobec przodków. Odznaczało się wszystko!

Złe wieści szybko się rozchodzą, tak jak na Bagnach Pińskich rozchodzą się gorączki. Manieczka może i zdążyłaby się jeszcze poduczyć, ale nie o to się już rozchodziło.

– Panie, pozwól zaliczyć egzamin z geografii służebnicy swojej, Marii!

I napisała na marginesie mapy: „Panie, pozwól! Panie, pozwól! Panie, pozwól!”.

Trzykrotnie.

– Napiszę „Panie, pozwól!” dwanaście razy, wtedy zaliczę egzamin – zreflektowała się po chwili.

Napisała dwanaście razy, lecz przekonała samą siebie, dopisując ostatnie słowo:

– Aha! Zadowolona, że skończyła! O nie, gołąbeczko! Chcesz zdać egzamin, to napisz jeszcze dwanaście, a nawet i całe dwadzieścia razy!

Wyjęła kajecik, ponieważ na marginesach mapy nie było już miejsca, i zaczęła pisać. Pisała i mamrotała pod nosem:

– Wyobrażasz sobie, że dwadzieścia razy napiszesz, to i egzamin zdasz? Nie, moja droga, napiszże razy pięćdziesiąt. Napiszę, to może i cośkolwiek wyjdzie. Pięćdziesiąt? Ucieszyłaś się, że zaraz skończysz! Więc? Sto razy i ani słowa mniej!

Pióro pęka i sadzi kleks. Manieczka odkleja się od kolacji i herbaty. Jest zaaferowana. Policzki jej płoną, zaś całe ciało drży od pospiesznej, gorączkowej pracy.

O trzeciej w nocy, skończywszy dwa kajeciki i dodatkowy bloczek papieru, zasnęła za stołem.

***

Otumaniona i senna weszła do sali. Dziewczynki były już w komplecie i dzieliły się między sobą obawami.

– Co minutę serce staje mi na pół godziny! – przewracając oczami mówiła pierwsza uczennica.

Na stole leżały już zestawy egzaminacyjne. Nawet najbardziej niedoświadczone oko mogłoby jednym spojrzeniem podzielić je na cztery grupy: te zwinięte w rulon, w łodeczkę, rogami ku górze i rogami w dół.

 Nygusy z ostatnich ławek, myśląc nad tą chytrą zagrywką, uznały jednak, że jeszcze im mało, i wierciły się przy katedrze, poprawiając zestawy, aby były nieco bardziej widzialne.

– Mania Kuksina! – zakrzyknęły. – Jakie zestawy wykułaś? Co? Zobacz jak to idzie: te w łódeczkę to pięć pierwszych pytań, w rulonik pięć kolejnych, a z rogami ku…

Manieczka jednak nie dosłuchała. Z żalem pomyślała, nie wybrawszy ani jednego zestawu, że cały ten wymyślny plan nie został stworzony dla niej, po czym przemówiła z dumą:

– Wstyd tak oszukiwać! Należy uczyć się dla siebie, a nie dla ocen.

Nauczyciel wszedł, usiadł, ze zobojętnieniem zebrał wszystkie arkusze i przetasował je, wcześniej starannie rozprostowawszy. Cichy jęk przeszedł po sali. Uczennice zaszumiały i zafalowały jak zboże na wietrze.

– Panienka Kuksina! Proszę tam.

Manieczka wzięła arkusz i odczytała. „Klimat Niemiec. Przyroda Ameryki. Miasta Ameryki Północnej…”

– Proszę bardzo, panienko Kuksino. Co wie panienka na temat klimatu Niemiec?

Manieczka popatrzyła na niego takim wzrokiem, jakby chciała zapytać: „Za jakie grzechy karzesz nas, śmiertelnych?” i wybełkotała, tracąc oddech:

– Klimat Niemiec charakteryzuje się tym, że nie ma w nim większej różnicy między klimatem północy i klimatem południa, dlatego że Niemcy czym bardziej na południu, tym bardziej na północy…

Nauczyciel podniósł jedną brew i z uwagą spojrzał na manieczkowe usta.

– Tak, rzeczywiście! – stwierdził, po czym dodał po zastanowieniu. – Na temat klimatu Niemiec nie wie panienka Kuksina niczego. Proszę powiedzieć, co wie panienka o przyrodzie Ameryki.

Manieczka, mocno przybita niesprawiedliwym stosunkiem nauczyciela do jej wiedzy, opuściła głowę i potulnie odpowiedziała:

– Ameryka wyróżnia się pampami.

Nauczyciel milczał. Manieczka, odczekawszy minutę, dodała niemal niesłyszalnie:

– A pampy równinami.

Nauczyciel westchnął tak głośno, jakby właśnie się obudził, i powiedział ostro:

– Proszę usiąść, panienko Kuksino.

***

Następny był egzamin z historii.

Wychowawczyni ostrzegła surowo:

– Słuchaj, panienko Kuksino! Nie pozwolą panience na dwie poprawki. Proszę przygotować się jak należy do historii, to zostanie panienka na następny rok! Co za wstyd!

Cały następny dzień Mańka była załamana. Chciała się rozweselić, kupiła więc u lodziarza dziesięć porcji fistaszków, a na wieczór nie bez powodu zażyła oleju rycynowego. Następy zaś dzień – ostatni przed egzaminami – przeleżała na kanapie, czytając „Drugą żonę” Marlitta, aby dać wytchnienie głowie, wyczerpanej geografią.

Wieczorem przysiadła do Iłowajskiego i nieśmiało napisała dziesięć razy z rzędu: „Panie, pozwól…”

Uśmiechnęła się gorzko i stwierdziła:

– Dziesięć razy! Bo Bogu to potrzebne! Napisać sto pięćdziesiąt razy, to już inna sprawa!

O szóstej rano ciotka usłyszała z sąsiedniego pokoju, jak Manieczka na dwa głosy przemawia sama do siebie.

Jeden głos jęczał:

– Dłużej nie mogę! Nie dam rady!

Drugi wtórował zjadliwie:

– Aha! Nie możesz! Tysiąc sześćsetny raz nie możesz napisać „Panie, pozwól”, a zdać egzamin chcesz! Tak to wygląda! Napisz za to dwieście tysiączny raz! Na nic! Na nic!

Przerażona ciotka zagnała Manieczkę do snu.

– Nie można tak. I uczyć należy się w umiarze. Przemęczysz się, to i jutro nie dasz rady odpowiedzieć na żadne pytania.

W klasie zaś – bez zmian.

Przerażony szept i wzburzenie, i serce pierwszej uczennicy, zatrzymujące się co minutę na trzy godziny, i arkusze, spacerujące po stole na czterech nóżkach, i z obojętnością przetasowujący je nauczyciel.

Manieczka siedzi i, oczekując na swój los, pisze na okładce starego kajetu: „Panie, pozwól”.

Zdążyć tylko napisać równo sześćsetny raz, to i z pewnością zda!

– Panna Kuksina Maria!

Nie, nie zdążyła!

Nauczyciel się denerwuje, uśmiecha złośliwie i przepytuje uczennice nie według zestawów, a na wyrywki.

– Co wie panienka o wojnach Anny Romanowej, panienko Kuksino, oraz o ich skutkach?

Coś zaświtało w zmęczonej manieczkowej głowie:

– Życie Anny Romanowej było brzmienne… Anna Romanowa była brzemienna… Wojny Anny Romanowej były brzemienne…

Zrobiła dłuższą przerwę, straciwszy oddech, i powiedziała jeszcze, przypomniawszy sobie na koniec akurat to, czego potrzebowała:

– Konsekwencje Anny Romanowej były brzemienne…

Zamilkła.

Nauczyciel zagarnął w dłoń brodę i podwinął ją do nosa.

Manieczka całym jestestwem śledziła tę operację, a jej oczy mówiły: „Za jakie grzechy karzesz nas, śmiertelnych?”.

– A może powiedziałaby panienka Kuksina – zapytał z uśmieszkiem nauczyciel – dlaczego Dziewica Orleańska nazwana została Orleańską?

Manieczka czuła, że to ostatnie pytanie, pytanie „brzemienne” w najdonioślejsze konsekwencje, niesie za sobą obiecany przez ciotkę za zdanie do następnej klasy rower i wieczną przyjaźń z Lizą Bekiną, z którą przyjdzie się rozstać w przypadku niezdania. Lizie już się udało i zdaje z sukcesem.

– No i co? – pospieszył nauczyciel, najwyraźniej paląc się do usłyszenia manieczkowej odpowiedzi. – Czemuż nazwali ją Orleańską?

Manieczka obiecała w duchu, że już nigdy nie zje słodyczy i nie będzie niegrzeczna. Spojrzała na ikonę, odkaszlnęła i odpowiedziała stanowczo, patrząc nauczycielowi prosto w oczy:

Dlatego, że była dziewicą.


Pierwsze oddane szerszemu gronu polskie tłumaczenie opowiadania „Egzamin” Nadieżdy Teffi, rosyjskiej pisarki, specjalizującej się – szczególnie w pierwszym etapie kariery literackiej – w utworach humorystycznych. Przekład dokonany bezpośrednio z języka rosyjskiego, oryginalny utwór znajduje się na przykład tutaj. Zainteresować może was również interpretacja sceniczna, bardzo śliczna: