nowakowski1

Najważniejsze jest nienazwane – wywiad z Pawłem Nowakowskim, autorem tomu Między innymi

Wielu twórców przetwarza różnego rodzaju żargony zawodowe oraz korpomowy w celu ukazania ich nieludzkości. Precyzyjne oraz pozbawione emocji obrazowanie urzędniczo-administracyjne ma jednak zdaniem Pawła Nowakowskiego z literaturą wiele wspólnego. Jest to zjawisko jak najbardziej poetyckie. Pokazuje nam bowiem, że nawet mimo olbrzymiego dystansu istnieje możliwość zachowania żaru kreślonych doświadczeń i często nie trzeba wielu instrumentów krytycznoliterackich, aby się tego żaru doszukać – mówi autor tomu Między innymi.

Szybka prezentacja dla czytelników, którzy nie mieli jeszcze okazji o tobie usłyszeć?

Z pochodzenia sieradzanin, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego, w wolnych chwilach blackmetalowiec, w mniej wolnych asystent w jednym z poznańskich sądów.

Jak wyglądało twoje wejście w środowisko literackie?

Moja pierwsza styczność z poezją współczesną miała miejsce na drugim roku studiów w księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu, gdzie dosłownie przypadkiem trafiłem na debiutancką książkę Waldemara Jochera „Reszta tamtego ciała”. Przez długi okres miała ona na mnie szczególny wpływ, rujnując na dobrą sprawę dotychczasowe postrzeganie literatury jako zjawiska, jakkolwiek zresztą rozumianego. Cała moja późniejsza „aktywność” skupiała się na poszukiwaniach, wynikającej z nich lekturze, kilku publikacjach i uczestnictwie w konkursach.

Z czego wynikało ciśnienie na wydanie tomiku?

Trudno mi ocenić, czy faktycznie wydanie „Między innymi” wynikało z jakiegoś pośpiechu, czy może z innych czynników. Wyszedłem raczej z założenia, że skoro książka została dostrzeżona poprzez nominacje w konkursach takich jak Ogólnopolski Konkurs im. Jacka Bierezina czy Konkurs im. Tymoteusza Karpowicza, cieszących się zainteresowaniem ze strony różnych przecież autorów, to może warto byłoby zawalczyć o wydanie jej w zaproponowanym przeze mnie kształcie. Sam proces wydawniczy trwał stosunkowo długo, ponieważ w międzyczasie postanowiłem skorzystać z innych rozwiązań niż pierwotnie proponowane. publikując ostatecznie książkę pod szyldem innego wydawnictwa niż początkowo zainteresowane.

Do wydania „Między innymi” doszło tylko i wyłącznie dzięki ogromnemu wsparciu ze strony moich znajomych. Na wieść o odmowie dofinansowania publikacji ze strony instytucji publicznej, zaproponowali przeprowadzenie akcji crowdfundingowej. I choć z początku trudno było mówić o jakimkolwiek entuzjazmie z mojej strony, to efekt końcowy przerósł wszelkie oczekiwania. Potrzebne środki zostały zebrane w ciągu zaledwie pięciu dni. Z tego miejsca po raz kolejny należą się wszystkim ogromne podziękowania za okazane wsparcie, zaangażowanie i szczodrość.

Mógłbyś opisać przygotowania do zbiórki?

Ciężko mówić o przygotowaniach, ponieważ wszystko przebiegało w sposób niezwykle spontaniczny. Jak wspomniałem, środki zostały zebrane w tempie wręcz błyskawicznym, a informacja o samej inicjatywie była przekazywana głównie za pośrednictwem portalu społecznościowego, z którego korzysta, chcąc nie chcąc, większość naszych rówieśników. Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o równie ogromnym wsparciu ze strony członków rodziny – mojej i nie tylko.

Ludzie pomagający ci w nagłaśnianiu zbiórki oraz wspierający projekt pieniężnie należeli przede wszystkim do środowiska literackiego?

Znalazło się kilka osób ze środowiska, co jest bardzo miłe, jednak przeważającą część stanowili znajomi, którzy na co dzień nie interesują się raczej poezją. Od dawna wiedzą natomiast, że podejmuję mniej lub bardziej udane próby w tej akurat dziedzinie, samą zaś akcję uznali za wartą wsparcia.

Nazwałbyś się więc amatorem? Osobą godną czytania?

Raczej entuzjastą. Trudno chyba mówić o profesjonalizmie w odniesieniu do poezji, zwłaszcza, że nie ma zbyt wiele osób, które posiadają realną możliwość zaspokajania z niej swoich codziennych potrzeb.

Nie da się ukryć, że dosłownie wszędzie, nawet w środowisku literackim, mamy do czynienia z pewnego rodzaju hierarchią, opartą skądinąd na kryteriach wyłącznie subiektywnych, w której jednak znaczenie mają ci, którzy faktycznie biorą w niej czynny udział. Nie mam wątpliwości co do tego, że nawet jeśli podyktowane jest to osobistymi lub, jak częściej ostatnio, ideologicznymi motywacjami osób biorących dyskurs bezpośrednio na siebie, to wiąże się to z ogromnymi nakładami pracy własnej z ich strony i przede wszystkim ich kosztem. W całej tej sytuacji przyjmuję pozycję niemego obserwatora, przyglądającego się wszystkiemu z niemałym zainteresowaniem. Zgaduję, że jest nas więcej.

Nie ma więc nic złego w alternatywnych sposobach umoszczenia się w literackich hierarchiach?

Jeszcze do niedawna panowało przekonanie, że publikowanie wierszy albo promocja własnej twórczości za pośrednictwem dostępnych mediów społecznościowych godzi w poczucie elitarności, odrębności niewidocznego przecież zjawiska, jakim pozostaje poezja współczesna. Wyciągnięcie ręki do potencjalnych czytelników, a więc tych niezorientowanych w panującym kanonie, przy wyborze takiej właśnie metody alternatywnej, nie wpływa jedynie na odbiór twórczości własnej, ale literatury w ogóle. Dzięki temu recepcja wiersza otrzymuje szansę pozostania żywą.

Ukłonem w stronę tej niepoetyckiej publiki jest niewielka liczba wierszy w twoim tomie, i tak niełatwym przecież do strawienia?

Spotkałem się z opiniami, że nawet przy tak skromnej objętości książki jej treść jest wystarczająco gęsta i że oba te czynniki ze sobą korespondują, tworząc spójną i wyważoną całość. Ilość wierszy nie była podyktowana ani opiniami, ani sugestiami, ani nawet moim zamiarem. W eksplorowaniu języka, którym z racji zdobywanego wykształcenia zobowiązany byłem się posługiwać i który swoją intensywnością i skłonnością do przytłaczania osoby zainteresowanej niezwykle mi imponował, doszedłem do ściany. Najzwyczajniej wyczerpałem stosowaną formułę. Uświadomiłem sobie wówczas, że poszukiwania akurat na tej płaszczyźnie dobiegły kresu i jedyne, co pozostaje, to dokonanie pewnego uporządkowania. Co nie zmienia faktu, że wiersze te opowiadają historię, nie stanowią konglomeratu niezwiązanych ze sobą doświadczeń.

W przypadku większej liczby wierszy czytelnik mógłby się także poczuć przytłoczony językiem, pełnym terminów technicznych, prawniczych, kompletnie niepoetyckich.

Jak już wspomniałem, większość wierszy zawartych w „Między innymi” pochodzi z okresu studiów, kiedy to intencjonalność porzucona została na rzecz fascynacji językiem, który przez swoją intensywność zwykł nam narzucać jasno określone reguły. Inna rzecz, że przeznaczeniem jego treści jest ścisła regulacja każdej dziedziny życia, więc ta świadomość monstrualnego wręcz poczucia kontroli jest nieodzowna. Czy to faktycznie jest niepoetyckie?

 Autorzy zwykli mawiać, że piszą w zgodzie z własnymi poszukiwaniami i również u mnie nie jest to specjalnie dalekie od prawdy. Początkowo szukałem bowiem w poezji wysokiego stężenia niezrozumiałości, w której nie każdy czytelnik  z własnej woli zechciałby się nurzać. Zdając sobie sprawę z marginesu błędu, który w tym czasie przekroczyłem, zorientowałem się, że nie chodziło wcale o niezrozumiałość, a wyrażenie nienazwanego. Bo w poezji najważniejsze jest nienazwane – ten brak mówienia wprost o rzeczach względnie oczywistych.

Czy uważasz, że twoje użycie języka technicznego różni się w jakiś sposób od innych tego typu poetyk, korzystających z różnego rodzaju żargonów zawodowych i korpomów?

Wydaje mi się, że zastosowane w tomie rozwiązania językowe znacznie wykraczają poza normy przyjęte chociażby w książkach Kiry Pietrek, która posługując się wewnętrznymi terminami świata reklamy i międzynarodowych korporacji nakreśliła to, co ponoć w czasach dzisiejszych definiuje nas jako ludzi. Skupiając się jednak na elementach, które w literaturze szczególnie mnie pociągały w czasie kompletowania materiału do książki, szczególną uwagę zwróciłem na dystans. Dystans budowany językiem, który narzuca, który przytłacza, który tworzy, niweluje i tak dalej. Sama zaś jego syntetyczność wywołuje w nas uczucie nie tylko głębokiego nierozumienia, co lęku.

Wydaje mi się, że z chęci wytworzenia trudnej do określenia bariery wzięła się poetyka obfita w skomplikowaną, częstokroć niezrozumiałą terminologię. W mojej ocenie jest to zjawisko jak najbardziej poetyckie. Pokazuje nam bowiem, że nawet mimo olbrzymiego dystansu istnieje możliwość zachowania żaru kreślonych doświadczeń i często nie trzeba wielu instrumentów krytycznoliterackich, aby się tego żaru doszukać.

Wydaje mi się jednak, że twoje wiersze stawiają czytelnika przed sytuacją dość jasną, opisaną pod względem poetyckim dość konserwatywnie, klasycystycznie.

Nie ukrywam, że każdy z tekstów powstawał stosunkowo długo, musiał być idealnie skrojony, choć przy pisaniu tych wierszy starałem się nie stawiać stosowanych zabiegów w roli absolutnego priorytetu. Wychodząc nawet z założenia, że potencjalnemu czytelnikowi nie należy ułatwiać lektury, nie może ona przecież stanowić męczarni pozbawionej płaszczyzny lub choćby pretekstu do wspólnego doświadczenia.


  • zarządzanie zasobami emocjonalnymi
    Zarządzanie zasobami emocjonalnymi - wywiad z Mariuszem S. Kusionem, autorem tomu