Poezja w smartfonie – tu jest jej miejsce

Dobry wiersz czytamy minutę, myślimy o nim – lata

Wracam ostatnio myślami do czasów, gdy zaczynałem czytać wiersze. Wówczas poezja była dla mojego chaotycznego i nadpobudliwego umysłu rodzajem odskoczni. Przez kilka chwil spędzonych na lekturze danego utworu mogłem błądzić myślami gdziekolwiek tylko prowadziły mnie słowa autora. Wciąż mam na półce mocno sfatygowany egzemplarz podręcznika do języka polskiego, dzięki któremu poznawałem twórczość niesamowitych poetów.

poezja w smartfonie

Gdy w tym momencie sięgam w kierunku półki po pierwszy tom pierwszej księgi Zrozumieć tekst – zrozumieć człowieka, niemal odruchowo otwieram na istotnych dla mnie stronach wiersze, na których przeczytanie potrzebowałem przecież nie więcej niż minutę. Sęp Szarzyński, Miłosz, Herbert. Safona, Poświatowska, Gałczyński. Pamiętam o tych utworach od lat.

Poezja w smartfonie

Nie dodawałem ostatnio zbyt dużo postów, ani tu, ani na Obgadajmy Poezję.  Nie chciałem nawet patrzeć, jak przekładało się to na liczbę wyświetleń prezentacji poezji współczesnej oraz wywiadów z poetami, o drobnych zdjęciach z wierszami nie wspominając. Z ciekawości rzuciłem jednak okiem na statystyki technologiczne dotyczące wejść na stronę. Aż 43% czytelników strony czytało o poezji w smartfonie, podczas gdy w przypadku fanpage’a Obgadajmy Poezję po stronie urządzeń mobilnych wskaźnik ten wynosił już 57%. Słowem – przeważał.

Jestem zapracowany. Automatycznie spod klawiatury wyfrunęła mi fraza okropnie zapracowany, jednak szybko się jej pozbyłem. Lubię być totalnie zajęty i pochłonięty wytężonym wysiłkiem, budowaniem własnego dobrobytu i podobnymi rzeczami. Lubię przy tym także poezję, ale miejsce wierszy w moim życiu ogranicza się wyłącznie do smartfona. Trochę sobie to wyrzucałem, nie mogąc od kilku miesięcy znaleźć chwili na wrzucenie zaległych wywiadów czy ładnie dobranych do danego dnia utworów.

Aż w końcu odkryłem, że bardzo fajnie wrzucić na szybko screen ciekawej wypowiedzi lub dobrego wiersza. Że sprawia mi to wiele radości, a przy tym pozwala cieszyć się poezją jak cieszyłem się nią kiedyś. I odkąd tak tkwi w moim smartfonie, na zdjęciach z czytanych przed miesiącami tomików, na fejsowych tablicach oraz pod instagramowymi hashtagami, jest mi z poezją bardzo dobrze.

Poezja nie powinna chować się w piwnicy

Do poezji lubimy podchodzić kabotyńsko i nabożnie. Stawiać jej ołtarzyki, okadzać, nacierać mirrą, inkrustować złotem. Termin piwniczny modernizm nie wziął się znikąd, to trafne skonkretyzowanie tendencji pożerającej radość z zajmowania się ars poetica we wszystkich jej aspektach – czytelniczym, twórczym, społecznym.

Lubię poezję w smartfonie, lubię zajmować się nią podczas parzenia herbaty na przerwie w biurze, lubię rzucić okiem na ładny wiersz między napisaniem notki na portal technologiczny a wczytaniem się kolejnego odcinka netfliksowego serialu. Poezji jest bardzo dobrze, gdy partycypuje w naszym codziennym życiu, a i nam może być wtedy przyjemnie.