pokolenie płatków śniegu

Pokolenie płatków śniegu

Millenialsi nie byli tak głupi, jak uważali autorzy tego określenia. Nie dali się zaszufladkować i podporządkować, więc podczas gdy jesienią 2017 w Biedronkach wyprzedawane są ostatnie Świeżaki, pierwsze artykuły w HR-owych pismach zwiastują nową zimową modę. Nadchodzą śnieżaki, czyli pokolenie płatków śniegu!

Bardzo podoba mi się to określenie od strony językowej, jest zwyczajnie poetyckie i odwołuje się do całkiem niezłego literackiego cytatu. Nie, niekoniecznie mądrego lub trafnie opisującego rzeczywistość, po prostu doskonale ukutego pod względem technicznym.

Czyż nie rozumiałem, że każde z nas jest świętym, niepowtarzalnym płatkiem śniegu specjalnej niepowtarzalnej specjalności? – zastanawiał się narrator Fight Clubu Chucka Palahnuka, po czym sam udzielił sobie na własne wątpliwości dość jednoznacznej odpowiedzi: Nie jesteśmy niczym specjalnym. Gównem i śmieciem też nie jesteśmy. Po prostu jesteśmy. Po prostu jesteśmy i jest jak jest.

Pokolenie millenialsów, czyli ludzi wchodzących w dorosłość po przełomie tysiącleci, miało być według popsocjologicznych analiz pokoleniem roszczeniowym. Jak przełożyć to na język mniej skażony kultem pracy i zdobywania pieniędzy za cenę swojego zdrowia i godności osobistej?

Ano miało być to pokolenie, które nie identyfikuje się w pełni ze swoim pracodawcą i nie traktuje swoich przełożonych jak bóstw zrzucających z nieba życiodajną mannę. Miało być to pokolenie, które szanuje swój czas wolny i nie zgadza się na podporządkowanie życia prywatnego (tego po ośmiu godzinach pracy) obowiązkom zawodowym. Słowem – miało być to pokolenie, które więcej chce niż jest w stanie dać z siebie, a dać z siebie powinno jak najwięcej. Nie dla dobra swojego, nie dla dobra świata, lecz ze względu na potwornie abstrakcyjne „wartości” oraz „etosy”, całkowicie przypadkowo zbiegające się z interesami finansowymi tych, którzy na stuprocentowym poświęceniu millenialsów mieliby korzystać.

I choć w praktyce przeciętny pracownik w wieku millenialsowym raczej się do wyśrubowanych wymagań dostosowuje z powodów czysto ekonomicznych, to mit roszczeniowości istnieje chyba tylko w głowach osób lubiących narzekać na „to młode pokolenie”, zaś pod względem ideowym ludzie określani jako millenialsi nie dali sobie narzucić narracji o roszczeniowości.

Wojna jednak nadal trwa, a kolejną bronią masowego rażenia ma być określenie „pokolenie płatków śniegu”, do dyskursu wrzucone na zasadzie divide et impera. Bo jeśli kategoria millenialsów była zbyt szeroka i obejmowała także tych ludzi, którzy zdążyli już zdobyć mnóstwo kwalifikacji i ugruntować sobie jako-taką pozycję na rynku pracy, tak śnieżaki (snowflakes) ograniczają się do ludzi na tymże rynku dość świeżych, wchodzących w dorosłość po 2010 roku. Mają być oni przekonani o swojej unikatowości (przypominającej niepowtarzalność płatków śniegu), co z kolei prowadzić ma do olbrzymiego przewrażliwienia oraz skrzywionego spojrzenia na rzeczywistość, skutkującego stawianiem się w roli ofiary.

Znowuż tłumacząc na język odarty z sekciarskiej podległości: młodzi ludzie nie mają prawa dbać o własne prawa i potrzeby, bo w ich przypadku jest to już coś więcej niż zwyczajne rozwydrzenie i roszczeniowość – to objaw problemów psychicznych. Na zachodzie termin ten funkcjonuje i ma się na tyle dobrze, że wpisał się nawet w dyskurs polityczny. W USA śnieżakami określani są tak pejoratywnie ci ludzie, którzy nie zgadzają się na agresywny i pozbawiony empatii język zwolenników Donalda Trumpa oraz jego samego.

I bardzo boję się, że ci sami millenialsi, którzy nie poddali się próbom wciśnięcia ich w bzdurne kategorie, teraz ochoczo podłapią nowy termin pokazujący, że jednak mieli rację. Że nie byli pokoleniem najgorszym, że nawet jeśli czegoś chcieli, to potrafili dążyć do tego z zaciśniętymi zębami i bez problemów mentalnych, będących przecież w naszym społeczeństwie nie tylko niewygodnym tabu, ale i powodem do wstydu.

Mimo iż w polskojęzycznym internecie pokolenie płatków śniegu funkcjonuje w pojedynczych publikacjach od co najmniej roku, używanie go na znacznie większą skalę dopiero przed nami. Jesień upłynie pod znakiem Świeżaków, zima zaś – śnieżaków. Oby był to czas znacznie mniej gorący niż walka o biedronkowe maskotki.


smutna rzeczywistość

państwo przodem

ludzie ze wsi są gorsi dla zwierząt