rosol1

Udana akcja crowdfundingowa – Radek Wiśniewski i Psalm do św. Sabiny

Historia rodzinna stała się w przypadku Radka Wiśniewskiego* kanwą poetyckiego projektu, który wykroczył daleko poza familijny krąg. Za sprawą zbiórki crowdfundingowej do rąk czytelników trafił poemat nieprzeciętny – Psalm do św. Sabiny. Autor opowiada o warunkach, które umożliwiły zakończenie społecznościowego projektu sukcesem.

Co kryje się pod podniosłym tytułem twojego tomu?

Psalm do św. Sabiny to pomnik rodzinnej historii. Chodzi o moją prababcię, która nie żyje od ponad dwudziestu pięciu lat, ale dzięki swojej osobowości trwa już w czwartym czy nawet piątym pokoleniu. Moja generacja jako ostatnia wspomina jej słowa i czyny.

Nie była oczywiście kanonizowaną świętą, a nawet zmarła bez ostatniego namaszczenia, mimo bycia wierną katoliczką przez całe swoje życie. Z kimkolwiek jednak bym nie rozmawiał, wszyscy są przekonani o jej miłości i oddaniu rodzinie, choć ona tych słów nie używała. Sam też nie miałem cienia wątpliwości, nawet gdy w dzieciństwie dostawałem od niej po tyłku drucianą trzepaczką.

Jak Psalm trafił do szerszej publiczności?

Z początku nie stała za tym tekstem żadna chęć publikacji. Chciałem po prostu umieścić wspomnienia o babci w czymś trwalszym niż pamięć. Miałem przy tym olbrzymi problem z przyszeregowaniem spisanych myśli do konkretnej formy. Wysłałem więc poemat do Marcina Zegadły, który stwierdził, że nie jest to ani litania, ani hymn. Zasugerował jednak, że po redakcji tekst mógłby się zmieścić w formie psalmu.

Na zasadzie przyjacielskiej korespondencji napisałem też do Jerzego Sosnowskiego, z którym wymieniamy się od czasu do czasu drobnymi wiadomościami. Przeczytał utwór w jeden dzień i stwierdził, że chce umieścić tekst w najbliższym wydaniu magazynu Więzi. Szacunek dla redakcji pisma, że zdecydowała się na wydrukowanie w całości parapoetyckiego tekstu, który zajął ostatecznie dziesięć stron!

A skąd pomysł, aby Psalm ukazał się również w formie książkowej?

Bardzo wiele osób związanych z rodziną chciało mieć ten tekst w formie papierowej, lecz nie jako zwyczajny wydruk z komputerowego pliku. Nie wszyscy byli jednak skłonni kupić czasopismo ze względu na tylko jeden wiersz. W tekście odnaleźli się ponadto ludzie spoza rodziny, zapewne dlatego, że również mieli kogoś takiego wśród najbliższych. Najczęściej za pień rodu uznawani są wprawdzie mężczyźni, ale wobec wczesnej śmierci mężczyzn często to kobiety stawały się w polskiej tradycji opokami.

Właśnie z tego zainteresowania wyrosła potrzeba wydania Psalmu w formie zwartej.

Crowdfunding był pierwszym pomysłem wydawniczym, jaki zdecydowałeś się wprowadzić w życie?

Stwierdziłem, że skoro jest już te pięćdziesiąt czy nawet sto osób potencjalnie zainteresowanych formą zwartą, to możemy spróbować. Crowdfunding jest formą wręcz stworzoną dla tego typu projektów.

O innych formach finansowania nawet nie myślałem, choć jestem prezesem Stowarzyszenia Żywych Poetów w Brzegu, instytucji zajmującej się między innymi wydawaniem poezji.  Wiem dzięki temu, że za każdym tomem stoi konkretna praca konkretnych osób. I trzeba przede wszystkim znaleźć źródło finansowania: sponsorów publicznych lub prywatnych. Nie chciałem angażować środków Stowarzyszenia w przedsięwzięcie, które w moim odczuciu było mimo wszystko projektem osobistym, rodzinnym.

I to właśnie rodzina sprawiła, że poemat ukazał się w formie książkowej?

Zakładałem, że skoro Sabina ma tyle wnuków i prawnuków, rodzinę bardzo rozgałęzioną, to te osoby staną się głównymi fundatorami. Kiedy jednak zamieściłem projekt w portalu crowdfundingowym, okazało się, że obudziły się osoby z najróżniejszych kręgów towarzyskich oraz wszystkich części Polski. Rodzina nie stanowiła więc większości wspierających.

To zasługa wyłącznie wcześniejszej publikacji w „Więzi”?

Projekt zyskał bardzo szybko patronaty medialne. Narodowe Centrum Kultury, Muzeum Literatury, Fundacja im. Jerzego Ficowskiego… A i redakcja Więzi nie umyła rąk od tekstu, któremu dała pierwsze życie. Miałem to szczęście, że stały już za inicjatywą konkrety.

Po przeczytaniu tekstu napisał do mnie Karol Maliszewski. Mejl był dosyć prywatny, ale uzyskałem później pozwolenie na zacytowanie części sformułowań w opisie projektu. Dzięki temu nie musiałem dopisywać do tekstu autorskiej egzegezy, a dobre słowo od osoby trzeciej jest bardzo ważne. Przy crowdfundingu, będącym w pewnym sensie procesem żebraczym, lepiej nie przekonywać ludzi swoimi słowami. Dzięki wiadomościom od czytelników miałem co wykorzystać przy promocji. Oczywiście wyłącznie za zgodą nadawców!

Jakie środki marketingowe weszły w ruch oprócz patronatów?

Założyłem wydarzenie na Facebooku. Choć nie byłem najpilniejszym nadawcą komunikatów społecznościowych, to starałem się raz na jakiś czas wrzucić coś nowego. Wychodziło to w sposób niewymuszony, pojawiały się po prostu rzeczy takie jak nowe projekty okładki czy zdjęcia babci Sabiny. Miało to na celu podtrzymywanie zainteresowania.

Później zadbałem też o ważny drobiazg. Jeżeli projekt nie zostaje w pełni sfinansowany, to ponosi klęskę, a pieniądze są zwracane darczyńcom. Warto więc odłożyć te kilkaset złotych, żeby samemu dopłacić końcówkę i doprowadzić książkę do wydania. Ostatecznie udało się jednak zebrać pełną kwotę bez wkładu własnego.

Jaki jest warunek sukcesu crowdfundingowego w przypadku poezji?

Udało mi się dlatego, że tekst Psalmu trafia do wielu różnych osób, począwszy od redaktorów Więzi, a na eskpedientce ze sklepu za rogiem skończywszy. Ostatnio rozpoznała mnie nawet sprzedawczyni akumulatorów, która czytała tekst i bardzo go polubiła. Rzecz miła i niespodziewana. Ba, nawet żona stwierdziła, że w końcu po tylu latach udało mi się napisać tekst trafiający do ludzi.

Czy coś w ramach projektu poszło nie tak jak planowałeś?

Nie chcę mówić, że był to idealny projekt, ale osiągnął wszystkie zakładane cele. Przede wszystkim udało się wypuścić ładnie wydaną książkę, która wciąż znajduje nabywców i czytelników. Nakład sześciuset egzemplarzy jest duży jak na poezję polską. Może to być jednak mylące doświadczenie, bo miałem sporo szczęścia i wszystko poszło bardzo gładko.

A co mogło nie wyjść?

Teraz Stowarzyszenie Żywych Poetów prowadzi zbiórkę crowdfundingową na antologię debiutów poetyckich z poprzedniego roku i zebraliśmy dopiero 10% budżetu. Projekt i tak zostanie zrealizowany, jak nie z tego źródła finansowania, to z innego. Wykazaliśmy się jednak brakiem myślenia perspektywistycznego. Staraliśmy się wybrać autorów rozpoznawalnych i przyciągających publikę. A skoro nie mamy jeszcze ustalonych szczegółów, ludzie nie są skłonni wesprzeć kota w worku.

Wymyśliliśmy, że w antologii będzie około trzydziestu autorów. Kłopot polega na tym, że trwają negocjacje z ich wydawcami i nie wiemy, czy dostaniemy po te dwa-trzy wiersze. Nie do końca wiadomo, jak ta antologia będzie wyglądać. Osoba, która ma dać jakikolwiek grosz na projekt, musi znać co najmniej część produktu finalnego. Taki jest warunek sukcesu zbiórki crowdfundingowej.


* Radosław Wiśniewski – ur. 1974 w Warszawie, absolwent UJ w Krakowie, mieszka duchem w Brzegu, pracuje we Wrocławiu, mieszka w Kiełczowie, na wsi. Wydał zbory wierszy „Nikt z przydomkiem” (stow. „Undergrunt”, Toruń 2003), „Albedo” („Zielona Sowa”, Kraków 2006), „NeoNoe” (Pogranicze, Sejny 2009) oraz „Abdykacja – wiersze zaangażowane i nie” (Muzeum Witolda Gombrowicza, Wsola 2013), wspólnie z Dariuszem Pado tematyczne maxi-single poetyckie: „RAJ/JAR” (wyd. „Mamiko”, Nowa Ruda 2005) oraz „Korzenie Drzewa” (Brzeg 2008); obecnie rozgrzebał osiem różnych projektów poetyckich, redakcyjnych, krytycznych i prozatorskich i nie wiadomo co z tego będzie. Redaktor naczelny czasopisma literackiego „Red.”, stały współpracownik „Odry”, prowadzi bloga http://jurodiwy-pietruch.blog.pl


komentarze1


Jeśli spodobał ci się tekst, zapoznaj się także z kolejnymi pogadankami z cyklu OBGADAJMY POEZJĘ!