wykleci1

Rok 2030

Niektórzy badacze sądzą, że szczytem wszystkiego stały się prezerwatywy w folijkach Polski Walczącej, ale ja wiem doskonale, że to kwestia dwóch półcipków, napiździa lub też – najbardziej fachowo – camel toe w barwach biało-czerwonych. Prawackie tygodniki wypuściły serię artykułów o ohydnym przekształcaniu patriotyzmu w biznes z podtekstami pornograficznymi, a o ofensywie tej nie bez satysfakcji informowały media lewackie. Kiedy zaś Wenus i Mars się jednoczą, wróg połączonego oręża ma przejebane, choćby obrywając na siłce w ryło za te żydowskie patriotyczne szmaty.

Jakkolwiek głupia nie byłaby bezpośrednia przyczyna nagłego upadku branży patriotyczno-dziewiarskiej, okazała się punktem zapalnym rewolucji społecznej w Polsce.

Zaczęło się niewinnie – ludzie masowo oddawali patriotyczne ciuchy do kolorowych kontenerów, których zawartością dzieliły się potem organizacje charytatywno-biznesowe oraz charytatywne. Tony ubrań przydzielone tym pierwszym leżą spokojnie w magazynach, oczekując na okres retro zjawiska i boom na narodowe lumpeksy. Stowarzyszenia charytatywne wywołały zaś prawdziwą lawinę.

Mali Romowie biegali po podwórku w koszulkach „polak mały – powstaniec lat dwanaście”, Czeczeńcy na bramkach klubów okrywali potężne bary husarskimi skrzydłami, nadrukowanymi na ciężkich bluzach, nawet białoruskie i ukraińskie kurwy z połowy warszawskich burdeli wychodziły na ulice w legginsach typu „immortal soldier, model wyklęty, edycja poświęcona Ich pamięci”. Nie wspominając już ze zbytnią dezynwolturą o najbardziej egzotycznych, najuleglejszych i najdroższych najdziwkach importowanych z Korei Północnej. One paradowały po domach rozpusty w puszystych bluzach z nadrukami Red is Bad, co wcale nie stygmatyzowało ukrytych pod ciężkim dresem pręg na udach, pośladkach, biodrach, plecach.

To jednak może nie zainspirowałoby tak uroczej wolty, gdyby nie posłano gorączkowo wyrzucanych ubrań ku muzułmańskim uchodźcom. Wędrowiec ze Wschodu polubił wzorki z Orłem Białym, przyjął naszą skórę, stał się przyjacielem każdego poczciwego Polaka. Znowu zaczęły po internetach krążyć miejskie legendy o Wysokiej Porcie oczekującej przez sto dwadzieścia trzy lata na ambasadora Lechistanu.

Wcześniej szkalowani i bici za sam fakt bycia uchodźcami lub bycia muzułmańskimi, teraz okazali się godnym nabytkiem dla polskiej sprawy narodowej i gwoździem w dupach niedawnych entuzjastów, którzy niepocieszeni z przejmowania elektoratu marudzili pod nosami coś o prawach kobiet oraz możliwych gwałtach, a w skrajnych przypadkach poczynali już bić się w pierś czy wznosić modły do duetu Kukiz/Kowalski.

Było jednak zdecydowanie zbyt późno. Otwartość oraz tolerancja Polaków przekroczyła barierę dobroci i zaczęła rozsadzać miłością do bliźniego serca. A wszystko to dzięki nakładkom na pizdę. Barwionym na biało-czerwono.


Opowiadanie #1 – Weduta dusznego bezmiasta

Opowiadanie #2 – Rok 2030