Siedemnasty Tupot Poetycki w Bydgoszczy

Bydgoski Tupot Poetycki wyrobił sobie markę bardzo fajnej imprezy. Imprezy – bo organizowanej w klubie i połączonej z pewną dozą muzyki. Bardzo fajnej – ze wszystkich innych powodów. Czy jednorazowa zmiana miejsca na Siedemnasty Tupot Poetycki wpłynęła na owo „wszystko inne”?

Siedemnasty Tupot Poetycki przeniesiony do Stanu Nieużytku

Tym razem slam organizowany przez Zuzannę Szmidt przeniesiony został ze standardowej lokalizacji, znanego bydgoskiego klubu Mózg, do miejsca nieporównywalnie bardziej kameralnego – Tymczasowej Galerii Sztuki Nieużytku. – Całą ideą Stanu Nieużytku było stworzenie w pustostanie miejsca spotkań animującego lokalną społeczność. Projekt był realizowany dzięki stypendium artystycznemu Prezydenta Miasta Bydgoszczy w ramach projektu Biennale Nieużytków koordynowanego przez Martynę Ciszewską. Stan Nieużytku na stałe działał od lipca do końca sierpnia, a obecnie okazyjnie goszczą w nim wydarzenia kulturalne – opowiada o galerii jej animatorka, Monika Klawitter. – Cieszę się, że Zuza Szmidt zgłosiła się właśnie do nas. Nigdy wcześniej nie miałam okazji pojawić się na slamie, a kocham poezję i bardzo chciałam przyjrzeć się takiemu wydarzeniu. Spodobała mi się olbrzymia interakcja pomiędzy i twórcą a publicznością, i samymi poetami. Do zwycięstwa potrzebna była też pewna odwaga, a nie każdy poeta się nią charakteryzuje. Dla wielu osób może być to inne spojrzenie na literaturę, bardziej interaktywne i wyjątkowe w swoim rodzaju – stwierdza.

Jak wyglądał siedemnasty Tupot Poetycki z punktu widzenia organizatora po jednorazowym przeniesieniu imprezy? – Obawiałam się, że przyjdzie więcej osób i wszystkich w tak niewielkim miejscu nie pomieścimy, ale na szczęście wyszło dość kameralnie. Udało nam się wykreować prawdziwie literacką atmosferę, która przełożyła się na dobry nastrój podczas poslamowego spotkania autorskiego – dzieli się swoimi wrażeniami Zuza Szmidt. Czy jej zdaniem to właśnie miejsce sprawia, że slam pójdzie w tę lub inną stronę?  – Atmosfera jest kalibrowana publicznością, decydującą o losie poetów. Czasami wystarczy jedna ekipa siedząca w rogu, aby cały wieczór przybrał konkretną postać. Nastrój, tempo i interakcja z publicznością są więc absolutnie ważne i różne. Sama przestrzeń Mózgu zapewnia jednak stabilność w jednym elemencie – duży format. To scena z krwi i kości, przestrzeń z doskonałymi warunkami technicznymi – tłumaczy.

Slamerzy z całej Polski

Czym prócz zmiany miejsca wyróżnił się siedemnasty Tupot Poetycki? – Na pewno udało się zebranie uczestników, nie tylko lokalnych. Z Torunia przyjechał Piotr Orzechowski, z Poznania Janusz Dekhiel, a z Warszawy Daedalus. Janusz pokazał, że slam nie jest tylko poetycki i liryczny, ale może iść również w stronę rzeczy weselszych i chwytliwszych – mówi Zuza. Jej odczucia co do atmosfery podziela zwycięzca. – Kozacko występuje się w miejscu, które swoimi gabarytami zbija publikę oraz slamera niemal w jedność. Twórcy preferujący bardziej liryczną treść z pewnością nawiązują wtedy niezwykle intymną relację z odbiorcą, znacznie cięższą do osiągnięcia przy większym rozsianiu widowni. Do moich uszu dochodziły za to głośne salwy śmiechu w przypadku dobrych punchline’ów, a przy tych mniej trafionych cenne jako feedback mikroreakcje. Występ przed kilkudziesięcioma osobami to oczywiście świetne przeżycie, jednak w przypadku nawiązania dobrej relacji z publicznością radość kilkunastu osób skupionych w ciasnej przestrzeni jest znacznie bardziej satysfakcjonująca – podkreśla Janusz.

A czego spodziewać możemy się po osiemnastej edycji Tupotu, zapowiedzianej na 24 listopada? Pierwszym z dwóch pewników jest formuła: slam połączony z wieńczącą go instalacją muzyczną. – Od pierwszego Tupotu w grudniu 2015 roku impreza przyjmowała tę samą, dwuczęściową formę. Obecnie Tupot Poetycki ma w Bydgoszczy monopol na turnieje slamerskie i slam jak najbardziej poradziłby sobie bez towarzyszącej mu imprezy, ponieważ jako jedyny oferuje cykliczne wydarzenia tego typu. Skoro mogę jednak połączyć slam z instalacją i wzbogacić wydarzenie, jak najbardziej będę to robić. To doskonała okazja, aby zaangażować rozmaitych artystów i muzyków do jednorazowych, spontanicznych działań. Na 24.11. zaplanowałam instalację z Arturem Kujawą, której celem będzie zbliżenie odbiorców do zapoznania się z jego solowym projektem „Seyda Neen”, albumem Odwilż – deklaruje Zuza. Prócz tego obiecać może jeszcze tylko jedną rzecz. – Nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Wielu ludzi dopiero uczy się u nas formuły slamowej lub nawet publicznego występowania. Są takie osoby, które pojawią się tylko raz, ale wielu też wraca i tak powoli zaczyna tworzyć się slamowe środowisko. A instalacje? W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach są improwizowane na żywo – podsumowuje.


Autorem zdjęcia jest KrzysztPaw i pojawiło się ono tutaj za jego zgodą.