mikulewicz

Emocjonujący i udany slam? Poznań ma to na co dzień – wywiad z Maciejem Mikulewiczem

Zbliżający się do finiszu rok był dla poznańskich slamerów niezwykle pracowity. Przez dwadzieścia dwa turnieje przewinęły się dziesiątki uczestników występujących przed setkami widzów, zaś suma nagród pieniężnych szła w grube tysiące. O sposobach na rozwinięcie tak prężnej sceny slamerskiej opowiada Maciej Mikulewicz.

(Źródłem zdjęcia Macieja jest facebookowy fanpage Poznański slam, zaś przeplatające wywiad cytaty z poznańskich slamów pochodzą z publikacji Poetycki freestyle. Poznańska scena slamerska w 2015 roku). 

Jak poznański slam wyglądał w 2016 roku?

Nigdy wcześniej nie odbyło się w Poznaniu tak dużo slamów w jednym roku. Sam maczałem palce w organizacji dwudziestu dwóch, co zaskoczyło nawet mnie. Średnio występuje około ośmiu osób. W warunkach turniejowych to idealna liczba. Największy slam  odbył się we wrześniu na Rozbracie. Wzięło w nim udział dwadzieścia osób.

Ciężko było ocenić w tym miejscu liczebność publiczności, podobnie jak na KontenerART nad Wartą. W tych miejscach pojawiają się również osoby postronne, niezainteresowane slamem. Natomiast w klubie Dragon w kilku przypadkach brakowało miejsca i widzowie nie mieścili się w slamowej salce i przyległościach, więc musiało być ich ponad osiemdziesięciu. Odbyły się też dwa slamy, na których występowały trzy osoby, ale i to ma swoje zalety.

Publiczność może bawić się dobrze przy tak niskiej frekwencji?

W takim przypadku turnieje są specyficzne: krótsze i dynamiczne, ale też bardziej intymne. Rolą prowadzącego jest wtedy zachęcenie uczestników do potraktowania turnieju serio, a potem wszystko zależy już od występujących. Mała liczba slamerów nie musi być olbrzymim minusem, a zdarzyć się przecież musi. Organizujemy dużo turniejów i nie rezerwujemy zawodników, więc raz na jakiś czas przychodzi ich po prostu mniej.

agata szudzik wiersz szacunek ludzi bożnicy

Jakie turnieje najbardziej zapadły ci w pamięć?

Bardzo ciekawie było na Rozbracie, gdzie turniej odbywał się pod gołym niebem. Wokół podwyższenia zebrał się tłum ludzi, siedzieli na stołkach, ławkach, w tle paliło się ognisko. Atmosfera była bardzo luźna, a najfajniejsze są właśnie te slamy, w których czynny udział bierze publika. Nie chodzi tylko o głosowanie, ale też oklaskiwanie, buczenie, nawiązywanie kontaktu z występującym. Zawodnik może wtedy wiele zyskać – ludzie lubią improwizację i spontaniczne gesty.

Organizacja wydarzeń w pubach i klubach, jak ma to miejsce podczas slamów w Dragonie czy na KontenerArt, sprawdza się?

Tak naprawdę ciężko liczyć na przypadkową publiczność. Kiedy ludzie przychodzą spotkać się ze znajomymi, napić, pogadać i potańczyć, niekoniecznie zatrzymają się przy slamie na dłużej. Pod względem przyciągania publiczności o wiele bardziej warto celować w ludzi interesujących się literaturą, teatrem, performance’em czy w ogóle sztuką. Wśród osób o takich zainteresowaniach slam może zaskoczyć.

Turnieje bywają bardzo ludyczne. To nie zawsze spodoba się człowiekowi, który nie miał wcześniej styczności z tego typu zabawami. Osoby poszukujące w literaturze głębi oraz intymnych emocji znacznie lepiej odnajdą się z tomikiem w ręku. Jednak ci, którzy uważają poezję za coś nudnego i odległego od codzienności, właśnie na slamie mogą zobaczyć zupełnie inną twarz literatury.

Każdy turniej jest w końcu specyficzny.

W pamięć zapadł mi na przykład improwizowany slam na Kontenerach. Wymyślanie tekstów na żywo to bardzo trudny sposób tworzenia. Ze współprowadzącym turniej Romanem Franczykiem przygotowaliśmy zestawy trzech słów, na bazie których uczestnicy musieli w każdej rundzie stworzyć jakiś tekst. Część występujących walczyła wprawdzie z samą formułą, ale dwie osoby poradziły sobie tak dobrze, jak tylko mogliśmy sobie wymarzyć. Warto było tam być dla samego finału!

paweł bąkowski wiersz

Jak z perspektywy organizatora wygląda najlepszy uczestnik?

Dobrze byłoby, gdyby slamer miał wyobrażenie tego, co chce zrobić na scenie. Sam tekst nie czyni występu slamowego. Występ wymaga pewnego wysiłku aktorskiego, dobrej interpretacji napisanego tekstu, kontroli nad ciałem, głosem… Bardzo dobrze widzieć też slamerów, którzy mają przemyślaną strategię na cały turniej lub ich serię, którzy budują postać. W takim przypadku łatwiej ma i występujący, i publiczność. Z jednej strony widz czuje się pewniej i potrafi reagować na wydarzenia sceniczne, a z drugiej łatwo go wtedy zaskoczyć.

A czym zaskoczy nas poznański slam w roku 2017?

Mamy już kilka pomysłów na przyszły rok. Przede wszystkim od lutego lub marca kontynuowane będą slamy w Dragonie składające się na cykl LiteruFKA. Warto dodać, że oprócz turniejów odbywają się na nich również spotkania z uznanymi poetami. Oczywiście niektórzy przychodzą na samo spotkanie lub sam slam, ale jedno z drugim doskonale współgra. Często ludzie zjawiający się na spotkaniu z ulubionym pisarzem mają po raz pierwszy do czynienia ze slamem.

Bardzo chciałbym, żeby jeszcze lepiej zafunkcjonowały Kontenery. W zeszłym roku rozpoczęliśmy tam eksperymentowanie z formułą slamów. Turniej klasyczny jest dość prosty i zamknięty: ograniczenie czasowe, zakaz używania rekwizytów czy muzyki… Natomiast jeżeli tylko pojawi się chęć, zasady można dowolnie zmieniać, udziwniać, utrudniać. Potrafi to wyzwolić dużo kreatywności i uatrakcyjnić wydarzenie.

Poza tym powraca Poznań Poetów, na który planujemy duży slam, zbierający występujących z całej Polski. Przyciągną ich nagrody, 1000 zł za pierwsze miejsce jest świetnym magnesem, a nadal szukamy sponsorów!

marcin orlik - to jest miska, a nie słój

Dzięki częstym i różnorodnym slamom stale musi iść w górę ich poziom.

Miło oglądać wzrost umiejętności uczestników, którzy niedawno zaczynali, a dziś wygrywają turnieje. Ludziom, którzy zaczynają wkładać w przygotowanie występu jakiś wysiłek, szybko poprawia się dykcja, zaczynają mieć plan na występ, pojawia się ruch sceniczny, kreują postać i idą do przodu.

Z drugiej strony są tacy, którzy ewidentnie czują się dobrze ze swoimi występami i nie mają zamiaru ich zmieniać. Czasami zresztą do zmiany sami uczestników zmuszamy, jak na przykład w przypadku slamów „bez kartki”. Nie wiem czemu występ bez pomocy tekstu jest dla uczestników tak przerażający, a przecież pozytywnie wpływa na dynamikę i jakość turnieju. Nawet jeżeli ktoś zapomina tekst i skraca go o połowę, to i tak publika dużo bardziej się angażuje niż w przypadku występu odczytywanego. Sam fakt potknięć i pomyłek wzbudza nie tylko reakcje ze strony publiczności, ale też wpływa na występującego.

Zresztą wiadomo, że są występy lepsze i gorsze. Slam polega zresztą właśnie na odsiewaniu jednych od drugich przez publiczność, która ma ostateczny głos.

Co sprawia, że publika pojawia się na waszych wydarzeniach?

Slam zapewnia kontakt z żywym słowem oraz różnymi dawkami improwizacji, teatru, kabaretu i oczywiście poezji. To konglomerat różnych umiejętności i doświadczeń. Turnieje slamerskie zbierają towarzystwo twórcze, pomysłowe i ciekawe. Ważny jest też fakt wygłaszania tekstów własnych, autorskich. Autentyzm stanowi główną wartość slamu.

patrycja kopacka wiersz

Organizujesz je nie od wczoraj.

Pierwszy turniej, który zorganizowaliśmy z Romanem Franczykiem przy pełnym wsparciu Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, odbył się w 2011 roku. Wróciłem właśnie z Erasmusa w Czechach, gdzie zafascynowałem się slamami. Tam turnieje odbywają się również w małych miasteczkach, a nie tylko dużych ośrodkach miejskich, uniwersyteckich. To kwestia popularyzacji i pokazania, że w ten sposób też można się spotkać i dobrze bawić.

Udało nam się wtedy przygotować na festiwalu Poznań Poetów slam polsko-czeski i ściągnąć najlepszych slamerów z obu krajów. Wyszło świetnie i od tamtej pory zdarzało nam się organizować turnieje, choć niezbyt regularnie.

Co było potrzebne do wejścia na wyższy poziom?

Slam wymaga przede wszystkim pieniędzy na nagrodę. To minimum, bo o ile miejsce zawsze da się znaleźć, tak z gotówką jest ciężej. W zeszłym roku zacząłem współpracować z Fundacją Kultury Akademickiej, która jest w stanie zapewnić regularny dopływ pieniędzy na nagrody. FKA współpracuje dodatkowo z Fundacją Mały Dom Kultury przy klubie Dragon, więc zdobyliśmy także przestrzeń.

Dzięki regularności czasowej i przestrzennej udało się skupić środowisko, które przyjaźni się i uczy od siebie. A wkład występujących powoduje rozwój całej sceny i przyciąga ludzi również spoza Poznania.

A czego poznańskiemu slamowi jeszcze brakuje?

Udało się więcej, niż rok temu mógłbym sobie wymarzyć. Jest dużo turniejów, duże zainteresowanie ze strony publiczności oraz występujących, rośnie poziom i ciągle eksperymentujemy… Mamy dużo perspektyw na przyszły rok i właściwie nie wiem, czego jeszcze moglibyśmy sobie życzyć. Z pewnością dobrze byłoby organizować więcej wydarzeń międzynarodowych. Taki slam to doskonała okazja na podpatrzenie czegoś od slamerów z Niemiec, Czech, Węgier, Słowacji, Wielkiej Brytanii i tak dalej. Slamuje się wszędzie i dobrze byłoby z tego skorzystać.


* Maciej Mikulewicz (ur. 1986) – absolwent filologii polskiej na UAM w Poznaniu. Składacz, redaktor i korektor w pracowni DTP. Organizator turniejów i warsztatów slamerskich w Poznaniu pod szyldem inicjatywy Poznański Slam. Współdziała z Fundacją na Rzecz Kultury Akademickiej i Centrum Kultury ZAMEK.


komentarze1


Jeśli spodobał ci się tekst, zapoznaj się także z innymi pogadankami z

 OBGADAJMY POEZJĘ