smutna rzeczywistość

Smutna rzeczywistość

Wiecie co stanie się ze wszechświatem, gdy smutna rzeczywistość zostanie w końcu zauważona? Wszyscy oszaleją. Potwierdzenie uzyskaliśmy ostatnio w przypadkowym eksperymencie.

Fejsowe profile związane z grafiką, copywritingiem oraz szeroko pojętą branżą marketingową kręcą beczkę z kampanii promocyjnej Warszawskiej Szkoły Reklamy, którą przygotowała firma SlowArt. I słusznie, w obrębie owej kampanii seksizm i klasizm dzielnie walczą o palmo pierwszeństwa ze zwyczajną żenadą. Nachodzi mnie jednak nieodparte wrażenie, że największą wściekliznę wywołuje ona przystawaniem do rzeczywistości. Tej smutnej, szarej, dalekiej od wyobrażeń internauty obracającego się w wygładzonej rzeczywistości reklamowo-instragramowej.

Ideowa wymowa cyklu posterowego idealnie wpasowuje się bowiem w rosnący na znaczeniu dyskurs zapoczątkowany przez Magazyn Porażka. Nie zdziwiłbym się, gdyby treść reklam WSR kierowana była właśnie do ludzi rozczarowanych przekazem marketingu kreującego świat lepszy i bardziej kolorowy niż jest on w rzeczywistości. Jak wywnioskować można jednak z fali krytyki, smutna rzeczywistość nie ma siły przebicia.

Publikacje Magazynu Porażka koncentrują się na zjawisku tytułowym – klęsce dotykającej dzień po dniu ludzi, którzy muszą obracać się na co dzień wśród propagandy sukcesu. Każdego ranka budzą się z poczuciem porażki, nie mogąc dopasować się do pięknego i bezproblemowego świata, który widzą w internecie, telewizji i wśród lepiej radzących sobie z personal brandingiem znajomych.

Smutna rzeczywistość

Myślicie, że tylko zgrywamy się z ludzi, a tak naprawdę oswajamy nieuniknione klęski w świecie, który kłamie, że sukces jest dostępny dla wszystkich – deklaruje w artykule portalu F5 Staś Klęski, założyciel Magazynu Porażka. Czuję, że podobny cel przyświecał autorom wyszydzanej kampanii.

Czy smutna rzeczywistość zyskała w końcu medialną siłę przebicia? Tak można byłoby wywnioskować ze wspomnianej serii plakatów. Zbierają one przysłowia i frazeologizmy związane z ciężką pracą oraz wytrwałym aspirowaniem do lepszego życia, po czym kwitują je jednym słowem. Ciężka praca zawsze popłaca? Bzdura! Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma? Bzdura! Podróże kształcą? Bzdura! Pieniądze szczęścia nie dają? Uwaga, uwaga – bzdura!

Z początku można byłoby pomyśleć, że grafiki przeplatające niniejszy tekst operują krzywdzącymi stereotypami w celu wykreowania pewnego podziału oraz napiętnowania tej słabszej strony (ludzi wykonujących kiepską pracę za nieduże pieniądze). Nie ukrywam, że właśnie takie było moje pierwsze wrażenie. Gdy jednak smutek (bo oburzać się na takie rzeczy już chyba nie potrafię) wywietrzał, zacząłem kminić, co osoba stojąca za wykreowaniem takiego przekazu mogła mieć na myśli. I chyba dobrze już wiem – zauważył smutną rzeczywistość i stwierdził, że reklamowany przez niego produkt warto sprzedać tym, którym realny świat sprzedaje nie burgery z japońskiej wołowiny, lecz soczyste kopniaki w dupę.

slowart1

Etap przejściowy

Jako społeczeństwo daliśmy sobie wmówić, że człowiek musi swoje przecierpieć i zostać przeczołganym, aby w końcu osiągnąć sukces. Żadna praca nie hańbi? Ciężka praca popłaca? Lubi się to, co się ma? Jasne, ale tylko wtedy, gdy znienawidzona harówa jest wyłącznie pewnym etapem kariery zawodowej. Z dnia na dzień rosną jednak szeregi ludzi, którym ten krótki w założeniu etap zaczyna się przeciągać w nieskończoność. Bo skoro pracodawca zawsze znajdzie kogoś potrzebującego pieniędzy „na teraz” i mogącego się zgodzić na warunki prowizoryczne, to czemu z tych efemerycznych w założeniach rzeczy nie uczynić zjawiska permanentnego? Logika jest nieubłagana – tania sytuacja przejściowa staje się tanią sytuacją stałą, bo hajs się wtedy zgadza. Tak działa rynek, tak działają jego prawa.

I jasne – jeden zły pracodawca nie musi przesądzać o wszystkim. Zawsze zbierać można nowe doświadczenia, podnosić kwalifikacje, uczyć się kolejnego języka, rozszerzać kompetencje… No właśnie, czy aby „nie musi” i czy aby „zawsze”? Etap zdobywania stażu zawodowego najczęściej zbiega się w życiu młodego człowieka z etapem, gdy musi on zapewniać sobie utrzymanie na własną rękę. W przypadku wydobywania się z głębokiej studni permanentnej tymczasowości, samozaparcie oraz ciężką pracę porównać można co najwyżej do stanięcia na palcach. Na polu tej metafory liną lub drabiną będą środki finansowe, materialne. Nie każdemu rzucą je zamożni rodzice, dla niektórych jedynym doświadczeniem z wyjazdu za granicę pozostaną szesnastogodzinne sesje ze strumieniem wody oraz detergentami.

Niestety, mechanizm ten nie znalazł jeszcze odpowiednio głośnej reprezentacji. Ludzie nie zauważają go lub zauważać nie chcą – w obu przypadkach traktując tymczasowość zgodnie z jej naturą wrodzoną, semantyczną. Słowo potrafi przenosić góry i sprawić, że wszyscy ignorować będą odór gówna tylko dlatego, że nosić będzie imię róży.

slowart3

Obsuwa, którą warto zauważyć

Kampanię marketingową Warszawskiej Szkoły Reklamy trudno nazwać dobrą z wielu powodów, jednak jeden z nich jest szczególnie istotny – przekazuje ona nie to, co przekazywać ma w zamyśle. A dałbym sobie uciąć rękę, że informować mają te reklamy o kompetencjach WSR w przebijaniu ucznia przez etap śmieciówek i kiepskich robótek dorywczych. Że dzięki nauce w tej instytucji ominie człowiek niebezpieczeństwo uwikłania się w zaklęty krąg pracy przynoszącej więcej znoju niż dochodów. Tą kampanią chcemy poruszyć tych, którzy ze swoim losem, który sami uważają za marny, zaczynają się godzić, lub już dawno się pogodzilitłumaczy przedstawiciel WSR, potwierdzając moje domysły.

Niestety, coraz powszechniejsza Porażka nadal leży gdzieś na marginesie dyskursu, a wspomniany na początku artykułu Staś Klęska musi bić się z niezrozumieniem tego stanu. Nie znam nikogo kto robiłby długotrwałą karierę jako roznosiciel ulotek, zwykle jest to zajęcie dorywczepisze Przemek, nie zauważając rzeszy ludzi, którzy nie ze swojej winy wdali się w zaklęty krąg marnej pracy na umowach śmieciowych. Moja babcia całe życie pracowała za ladą w sklepie. Dzięki temu kupiła mieszkanie, w którym się wychowałemprzytacza piękną historię antenatki Tomasz, a wtóruje mu Agnieszka – Nasi dziadkowie czy rodzice często nie mieli innej możliwości niż praca fizyczna, a wszystko co robili, robili dla nas, dla późniejszych pokoleń. Wizja ciężkiej pracy na rzecz wnuków jest przepiękna, nieprawdaż?

Dając tego typu świadectwa, internauci niepomni są jednak na jedno: przy obecnych zarobkach oraz cenach mieszkań i utrzymania jedyną trwałą rzeczą, której Tomasz i Agnieszka mogliby dorobić się w sklepie, jest poważny ubytek na zdrowiu. Teoretycznie wraz z idącymi w górę kosztami kroczyć powinien również wzrost zarobków. I teoretycznie tak jest, jednak coraz więcej ludzi w praktyce pozostaje na skraju tej rzeczywistości, chleb smarując porażką i nie mając możliwości wydostać się ze spirali umów śmieciowych oraz długów. Mój kraj idzie w przód, ale z małą obsuwą… – słowa Abla recytował przed kilkoma laty Arkadiusz Jakubik, a od tego czasu nic się niestety nie zmieniło.

Tę obsuwę zauważyli autorzy kampanii marketingowej Warszawskiej Szkoły Reklamy i nieumiejętnie starali się zwrócić uwagę publiki na te cechy promowanego produktu, które skutki obsuwy mogą zminimalizować. Może jednak ich niekompetencja zrobi coś dobrego dla świata? Strategia „nie ważne jak mówią, byle mówili” z pewnością nie sprawdzi się w przypadku WSR, jednak istnieje spora szansa, że na marginesie tej porażki uda się nagłośnić problem Porażki.

pieniądze szczęścia nie dają


Grafiki służące zilustrowaniu artykułu pochodzą z oficjalnych materiałów reklamowych Wyższej Szkoły Reklamy.