To poezja buduje klimat serialu Rojst!

Za budowanie peerelowskiego klimatu w serialu Rojst odpowiada cały szereg akcesoriów, atrybutów i wizytówek epoki. W tym, co dość zaskakujące, poezja Andrzeja Bursy i Rafała Wojaczka.

Poetyckie zaskoczenie

Najpierw Monika Brodka i doskonały cover piosenki Wszystko czego dziś chcę Izabeli Trojanowskiej. Potem mix PRO8L3M-u i w końcu prolog z doskonałym monologiem Piotra Fronczewskiego – powodów żeby oczekiwać na serial Rojst było aż nadto. Ale że kolejnym będzie poezja, tego się nie spodziewałem.

Tymczasem po pierwszych dwóch odcinkach okazuje się, że właśnie te krótkie fragmenty związane z poezją nie tylko najbardziej zapadły mi w pamięć (co wielkim zdziwieniem nie jest, zważywszy na fakt, że poezją zajmuję się na co dzień), ale i wydawały się stać półkę wyżej pod względem technicznym. Ikoniczna dla PRL-u muzyka, przedmioty codziennego użytku oraz nocne Polaków rozmowy… Wszystko to użyte zostało przez autorów Rojstu z klasą, niezwykle poprawnie, a miejscami i lepiej. Jeżeli ktoś obawiał się, że wzorem twórców Stranger Things postawią na bombardowanie skojarzeniami bez ładu i składu, na próby przytłoczenia widza nostalgią – był to niepokój bezpodstawny. Ale po kolei.

Jaki miał być klimat serialu Rojst?

Miało być jak w tytułowym rojście – podmokłym, bagnistym obszarze, który z każdym krokiem staje się dla nieostrożnego wędrowca coraz trudniejszy do opuszczenia. Elegancko wyhaczony, frapujący regionalizm wrzuca widza w atmosferę oddalonego od cywilizacji miasteczka, gdzie podwójne morderstwo na jednej z lokalnych prostytutek oraz jej wysoko postawionym kliencie zamiecione musi zostać pod dywan, zaś samobójstwo dwojga nastolatków nie obchodzi zupełnie nikogo. Nieostrożne kroki stawia w tym bagnie przyjezdny dziennikarz Piotr Zarzycki (grany przez Dawida Ogrodnika), wzbudzający wyrzuty sumienia oraz poczucie odpowiedzialności w mentorze, przeoranym przez życiu Witoldzie Wanyczu (w tej roli Andrzej Seweryn).

Klimat serialu Rojst miał być połączeniem klasycznej estetyki noir (zgorzkniały protagonista niechętnie prowadzący śledztwo w ambiwalentnym moralnie środowisku) oraz polskiej beznadziei schyłkowego PRL-u. Owa ambiwalencja oraz sam tytuł przywodzić mogą na myśl Rojsty, powieść Tadeusza Konwickiego napisaną zaraz po wojnie, ale ze względu na tematykę (powojenna partyzantka spod znaku AK) opublikowaną dopiero po odwilży październikowej w 1956. Na całe szczęście serial nie idzie tropem rozliczania się z historią i wyborami moralnymi Polaków – władza, milicja, bezpieka czy solidarnościowa opozycja są gdzieś w tle, na pierwszy plan wychodzą uniwersalne, niezależne od systemu dramaty ludzi pogrążonych w marazmie oraz bylejakości.

A nic nie podkreśla takiego klimatu lepiej niż poezja Andrzeja Bursy oraz Rafała Wojaczka.

Granie klimatem za pomocą wierszy

To w ogóle niezwykle fascynujące: gdy za kilkadziesiąt lat ten czy inny scenarzysta będzie chciał zagrać na nostalgii za czasem obecnym, za rokiem dwa tysiące osiemnastym, po poezję raczej nie sięgnie. Gadżety i przedmioty codziennego użytku, ikoniczna muzyka, generyczne dialogi smutnych Polaków nad wódką – to zdecydowanie się nie zmieni. Wątpię jednak, abyśmy przez kilkanaście ostatnich lat stworzyli choć jeden poemat tak doskonale oddający klimat naszych czasów jak uczynili to Andrzej Bursa i Rafał Wojaczek.

Tego pierwszego w nieco pretensjonalnej, ale koniec końców świetnej scenie przywołał bohater grany przez Andrzeja Seweryna. Zgorzkniały dziennikarz cytuje młodemu koledze po fachu wiersz Sobota – i kiedy teatralnie powtarza swoim wymęczonym głosem mam w dupie małe miasteczka, widz nie ma wątpliwości, że jest to cytat istotny. Tak bardzo, że nie da się go mieć w dupie, gdzie wszyscy nadal mamy małe miasteczka i gdzie wszyscy zaczęliśmy mieć wielką poezję.

andrzej bursa sobota

Nieco inaczej sprawa ma się z cytatami z Wojaczka. Wprawdzie również eksponują charakter postaci (wyobcowanie, młodzieńczy bunt), ale to coś więcej niż zwrócenie uwagi na klimat – to element kryminalnej zagadki, obecny od pierwszego odcinka i mający za zadanie mieszać widzom w głowach. Outsiderska miłość, podwójne samobójstwo ze znakiem zapytania i do tego Rafał Wojaczek.

Rafał Wojaczek

Umiem być ciszą

Miłość to człowiek niedokończony  

Eluard

Kończę się w twoich oczach

Umiem być ciszą

Kończę się w twoim śnie

Ostatnie echo jest ciszą

to miejsce

gdzie kończy się twoje spojrzenie

Sen mnie oślepia, rozjarzona

iskra serca

Kończę się w twoim sercu

Przez sen, przez ciebie

donoszę siebie

do twojej śmierci

Choć nie jesteśmy w chwili obecnej nawet na półmetku pięcioodcinkowej produkcji, przeczucie mówi mi, że mamy do czynienia z czymś więcej – obudowaniem na poezji nie tylko warstwy „klimatycznej”, ale i całej serialowej zagadki. A to naprawdę ciekawe zjawisko.