brzoska

Co robi łącznik? Dzieli się – wywiad z Wojciechem Brzoską, poetą, muzykiem i wychowawcą więziennym

Szerokie pasje artystyczne rozwijać można na wielu polach, związanych nie tylko ze środowiskami twórczymi. Wojciech Brzoska, autor siedmiu książek poetyckich oraz muzyk zespołu Brzoska i Gawroński, udanie łączy swoje zainteresowania kulturalne z pracą zawodową w więzieniu. Było to chyba interesujące zetknięcie dla obu stron, a ja poczułem się jak łącznik pomiędzy nimi, ktoś dzielący się swoimi pasjami – wspomina pierwsze doświadczenia z przenoszeniem artystycznych pasji na grunt więzienny.

Czy możesz jednoznacznie zdefiniować siebie jako twórcę?

Moją podstawową czynnością twórczą jest jednak pisanie wierszy. Piszę na poważnie od 1997 roku, a współpraca z muzykami pojawiła się później, była trochę wynikiem pisania. Chciałem występować na scenie w formule szerszej niż klasyczne czytanie. W skrócie: jestem muzykującym poetą. I człowiekiem, który lubi łączyć różne dziedziny sztuki. Zawsze,mam takie wrażenie, taką nadzieję, dzieje się to z korzyścią zarówno dla artystów jak i i odbiorców.

Więcej odbiorców zbiera działalność muzyczna czy literacka?

Moje wiersze są z muzyką chyba łatwiej przyswajalne. Nasze eksperymenty pokazały, że ten sam tekst przeczytany wybrzmiewa słabiej niż zaśpiewany, choć ja bardziej melogadam niż śpiewam. Bardziej niż o liczbę odbiorców chodzi jednak o pewną energię sceniczną czy też studyjną. O otwarcie się na współpracę z kimś,  z kim tworzymy wspólną rzecz, wspólną energię. Literatura powstaje w samotności. Muzyka wyznacza pewien interpretacyjny trop dla mnie jako wokalisty i autora tekstów. Podążanie wiersza za muzyką, dobór odpowiedniego tekstu i rytmu do istniejącej już melodii… To bardzo twórcze. Ale i trudne, bo czasami zmuszające do kompromisów…

Dzięki muzyce chciałeś uciec od nudnego klepania wierszy na wieczorkach literackich. Jak wyszło to w praktyce?

Obecnie czuję się dziwnie, gdy czytam wiersze zaadaptowane już wcześniej na potrzeby muzyki. Mam w uszach melodię towarzyszącą wykonaniom płytowym i scenicznym, więc muszę czytać w podobnym rytmie, zupełnie inaczej niż przed pojawieniem się muzyki. Na spotkaniach autorskich czytam oczywiście w sposób klasyczny, ale zdecydowanie wolę odsłonę dźwiękową. Z tego powodu wciąż szukam nowych pomysłów albo sam jestem znajdowany przez muzyków. Bardzo cieszy mnie fakt, że twórcy przeze mnie lubiani i szanowani zapraszają mnie do współpracy. Cieszę się, że widzą w tym sens.

Teraz ruszacie z projektem Brzoska/Marciniak…

Zostałem zaproszony do współpracy przez Łukasza Marciniaka, gitarzystę i kompozytora grającego od lat muzykę eksperymentalną, improwizowaną. Na co dzień występuje w gitarowym duecie Makemake, a znamy się już kilka lat z górnośląskiej przestrzeni artystycznej i już  próbowaliśmy rozpocząć współpracę. Teraz każdy z nas ma swoje główne zespoły (w moim przypadku jest to Brzoska i Gawroński), ale postanowiliśmy połączyć swoje siły w kolejnym projekcie.

Pod względem muzycznym jest to preparowana gitara elektryczna, w której czasami gęste dźwięki staram się wchodzić wokalnie ze swoimi wierszami. Jak piszemy w oficjalnych materiałach: to poszukiwanie optymalnej formuły współbrzmienia słów i dźwięków. Mam nadzieję, że niedługo zaczniemy grać koncerty. Luty był dla nas miesiącem wytężonej pracy i częstych wizyt w sali prób. Teraz czekamy na efekty. Kilka dni temu uruchomiliśmy soundclouda, gdzie można posłuchać kilku naszych utworów, do czego oczywiście serdecznie zapraszam. Dotarło do nas sporo pozytywnych głosów, co cieszy.

Z Dominikiem Gawrońskim finalizujemy z kolei prace nad trzecią płytą, na którą dogrywają się się kolejni znakomici muzycy. Pojawi się m. in. gitara basowa, na której zagrała dla nas Małgosia „Tekla” Tekiel z Krakowa, związana m. in. z zespołami „Pochwalone” i projektem „Tajny”, będzie i trąbka Marcina „Cozera” Markiewicza z zespołu Konopians. Perkusję dogrywa związany już od ponad roku z naszym zespołem Przemek Borowiecki (100nka, Aladdin Killers)

A jaki jest wyznacznik sukcesu tego typu projektów?

Słowo sukces jest bardzo trudnym i podejrzanym dla mnie słowem. Naszym celem jest przede wszystkim własne zadowolenie z efektów pracy. Oczywiście chcemy także dotrzeć do ludzi zainteresowanych taką muzyką, choć nie jest przecież w odbiorze lekka. W niełatwych dla sztuki niekomercyjnej czasach sukcesem jest już samo wydanie płyty i odpowiednia jej promocja, czyli granie koncertów i pojawianie się w stacjach radiowych. Czy chodzi nam o rozpoznawalność? Muzyczną, artystyczną jak najbardziej, ale niekoniecznie tę dającą pieniądze oraz tzw. sławę, cele złudne i często niebezpieczne.

Z Dominikiem Gawrońskim mieliśmy to szczęście, że znakomici muzycy mający swoje  autorskie audycje radiowe puszczali nas w nich. Pojawieniem się u Tymona Tymańskiego, Katarzyny Nosowskiej czy Noviki chwalimy się w rozsyłanych biogramach. Cieszymy się też zainteresowaniem muzyków, którzy chcą się dogrywać na nasze płyty. Propozycje od  cenionych przez  nas artystów oznaczają, że i my jesteśmy przez nich szanowani i podoba im się nasza twórczość. Niektórzy chętnie przyjmowali nasze zaproszenia, jak chociażby Mikołaj Trzaska, obecny na dwóch utworach z naszej drugiej płyty „Słońce, lupa i mrówki”

Jeżeli chodzi o szerszą przestrzeń, pojawialiście się również w radiowej Trójce…

I ma to przełożenie na zainteresowanie ludzi. Na facebookowym fanpage’u danej audycji ludzie poszukujący ciekawej i autorskiej muzyki wyrażają radość z docierania do niej. Dziękują redaktorom. Radio daje więc dużo, gorzej jest z telewizją. Chociaż ostatnio coś drgnęło, w katowickim oddziale TVP realizowany jest cykl programów o śląskich poetach, Wiersz jest drogą. Tworzy go ciekawa dokumentalistka, nagradzana reżyserka Dagmara Drzazga, która potrafi w krótkim czasie pokazać bardzo ludzką, niestereotypową twarz poety. Świetną robotę wykonuje zresztą cała ekipa, a zdjęciami operatora Witka Kornasia jestem zachwycony.

Utwory obu zespołów Wojciecha znajdziecie na SoundCloudzie:

Brzoska i Gawroński

Brzoska/Marciniak

Nie brakuje ci mechanizmu odkrywania nowych ścieżek poetyckich, tak jak dzieje się to w przypadku muzycznych audycji radiowych?

Niewątpliwie środowisko poetyckie jest dość zamknięte. Na podstawie doświadczeń z kilku środowisk artystycznych, także muzycznych, dostrzegam w poezji pewien hermetyzm. Nie wiem jednak, czy da się stworzyć jakąś platformę do komunikacji między autorami a czytelnikami. Pod względem odbioru poezji bardzo dużo złego robią stereotypy wynoszone przez ludzi ze szkół. Mocno schematyczne podejście do poezji, narzucające jej jedną, jedyną i „słuszną” interpretację jest gorsze niż pobudzanie czytelniczej wyobraźni oraz dawanie swobody interpretacyjnej. Czytelnicy bywają zrażeni do poezji, kojarzy im się ona nie najlepiej.

Najnowsza poezja jest jednak bardzo różnorodna, chociaż jej siła może być równocześnie słabością. Mam na myśli to, że ogromna liczba publikacji oraz piszących poetów działa na niekorzyść. Ludzie spoza środowiska nie wiedzą co czytać, ciężko przedrzeć się przez te chaszcze bez przewodników. Są niby nagrody poetyckie, mające budować pewną hierarchię, ale środowisko jest rozproszone i brak mu centralizacji. Kiedyś publikacja w jednym czy dwóch czasopismach literackich automatycznie podnosiła rangę danego twórcy, a teraz pojawiających się i znikających czasopism jest mnóstwo i może to odstraszać potencjalnych czytelników.

Wszędzie, gdzie mogę, polecam dobrych autorów i mam nadzieję, że spotkają się oni z zainteresowaniem.

Twój pierwszy kontakt z poezją miał miejsce w wieku piętnastu lat, gdy kończyłeś podstawówkę. Czy twoja obecna twórczość mogłaby zainteresować tamtego chłopca?

Faktycznie, za dobre wyniki w nauce, na zakończenie podstawówki jako nagrodę wybrałem sobie antologię Po schodach wierszy. Był rok 1993. Dopiero mając lat siedemnaście zacząłem jednak tak naprawdę szukać na własną rękę poetów spoza podręcznika i szkolnego kanonu, a w wieku dziewiętnastu lat – poznawać starszych kolegów z grupy literackiej Na Dziko.

Wybór antologii poetyckiej jako nagrody za dobrą naukę był chyba rodzajem jakiejś intuicji. Od dość wczesnych lat miałem poczucie, że z krótkich i zwięzłych form poetyckich można dowiedzieć się o świecie znacznie więcej niż z opasłych tomów prozatorskich. Nigdy nie byłem też czytelnikiem, któremu do satysfakcji potrzebne było śledzenie fabuły. Skrótowość, operowanie językiem i zagęszczanie go daje mi więcej przyjemności. Dużo ludzi czyta prozę ze względu na linearnie śledzoną historię, która w wierszu jest przecież pełna luk, i musi być przez czytelnika niejako współtworzona, co też wydaje mi się cenne.

A kiedy powinno się zaczynać przygodę z poezją?

Szkoła średnia jest chyba najlepszym momentem. Jeżeli nauczyciel ma ochotę, wiedzę i czas, to powinien zaszczepiać w uczniach poetycką pasję. Powinien pokazywać, że poezja współczesna posługuje się językiem bliskim językowi używanemu na co dzień. Pobudza wyobraźnię, rozwija wrażliwość, uczy skupienia.

Fajnie też, kiedy licealista może zobaczyć żywego poetę na spotkaniu autorskim. Basia Klicka na pytanie o to, czym charakteryzuje się poeta, usłyszała w szkole, od uczniów, że poeta przede wszystkim… nie żyje. Trzeba pokazać, że on jednak żyje, funkcjonuje, pracuje, robi to samo co większość społeczeństwa, a dodatkowo ma zdolności lub „przypadłości” poetyckie. Ciekawe i niesztywne spotkania literackie mogą zburzyć mit poety niedostępnego, unoszącego się jak gdyby parę metrów nad ziemią.

Ty żyjesz i funkcjonujesz w społeczeństwie również jako wychowawca w areszcie.

Po studiach traktowałem tę pracę czysto zarobkowo i niespecjalnie wychylałem się z pisaniem, chociaż miałem już na koncie dwie wydane książki. Pomyślałem, że w tym specyficznym środowisku muszę po prostu robić swoje jako pracownik, więzienny wychowawca. Przez pierwsze lata moim priorytetem było nauczenie się nowej pracy i dzięki niej otwartości, a połączenie ścieżki zawodowej ze ścieżką artystyczną to wynik trochę przypadku.

Od końca lat dziewięćdziesiątych jeździłem do Instytutu Mikołowskiego, instytucji kulturalnej mieszczącej się w byłym mieszkaniu Rafała Wojaczka. Skupione wokół tego miejsca środowisko literackie przenikało się ze środowiskiem muzycznym i w ten sposób poznałem członków zespołu Pogodno, którzy zgodzili się zagrać koncert dla więźniów- osadzonych w areszcie.

Jak wyglądało pierwsze doświadczenie tego typu?

Z ciekawością patrzyłem na dwa światy, które próbują ze sobą nawiązać dialog. Było to chyba dość interesujące zetknięcie dla obu stron, a ja poczułem się jak łącznik pomiędzy nimi, ktoś dzielący się swoimi pasjami. Przetarłem sobie wtedy szlak i kiedy nauczyłem się już podstawowych umiejętności potrzebnych w pracy zawodowej mogłem już śmiało wykraczać poza sztywny dobór środków oddziaływania na podopiecznych.

I przynosi to pozytywne skutki, tak?

Działania wykonywane na siłę i pod przymusem nie mogą nic zmienić, a szczera prezentacja świata osadzonym, świata często wcześniej z różnych względów niedostępnego jest w stanie chyba lepiej trafić. Mam żywe przykłady ludzi, których udało się zachęcić do pracy twórczej. Od ośmiu lat organizujemy dla więźniów Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Jeana Geneta, wybitnego francuskiego prozaika i poety, który swoją twórczość rozpoczął właśnie w więzieniu. Jednemu z osadzonych, dwukrotnemu laureatowi konkursu, dałem adresy kilku czasopism literackich. Potem przeglądając w Empiku miesięcznik „Odra” znalazłem znane mi już wiersze i bardzo mnie to zaskoczyło, a może nawet przerosło, oczywiście pozytywnie.

To nie jest przecież wyłącznie zaszczepienie pasji, ale także zachęta do pracy nad sobą. Kiedy mamy amibcje w jakiejkolwiek dziedzinie, musimy nauczyć się też dyscypliny. To jest cenne, szczególnie kiedy rozwijanie wyobraźni i wrażliwości idzie w parze z samodoskonaleniem się. A przecież kiedy chcemy zostać opublikowani w czasopismie lub pójść krok dalej, czyli wydać tomik, musimy prezentować pewien poziom. Mam wrażenie, że może się to przekładać także na inne dziedziny życia.

Czy terapeutyczny wymiar poezji też ma w tym przypadku znaczenie?

Dla każdego piszącego poezja ma zapewne również taki wymiar, ale podwójnie ważne jest to w specyficznych jednak warunkach więziennych. Osadzeni ponoszą oczywiście karę za popełnione przestępstwa, są izolowani od społeczeństwa, mają liczne ograniczenia w codziennym funkcjonowaniu, rozłąka z rodziną, bliskimi, to wszystko powoduje frustracje…  I oni muszą przecież znaleźć ujście dla kumulujących się w nich negatywnych emocji. A ujście poetyckie nie czyni zła. Tylko samo dobro. Pamiętajmy, że Ci ludzie, w większości, prędzej czy później będą chodzili obok nas po ulicy. Ten problem dotyczy poniekąd każdego z nas.

Poezja nie jest jednak odbierana w środowisku więziennym jako coś miękkiego, niemęskiego?

Tego właśnie się bałem. Jest to przecież środowisko stawiające w teorii na inne wartości niż kultura, zwłaszcza poezja. Patrząc na wygląd tych ludzi, którzy zaczęli pisać całkiem dobre wiersze, nigdy nie pomyślałbyś, że mogą zajmować się poezją. Sam również nabierałem się na ten stereotyp. Kiedy o przesłanie wierszy na konkurs zapytał mnie łysy i wytatuowany pan mierzący metr dziewięćdziesiąt, bynajmniej nie typ cherubinka, nie spodziewałem się po nim tego rodzaju poetyckiej intuicji, którą wykazywał. Za każdym razem musimy od siebie odrzucać takie uprzedzenia. Docenić trzeba też fakt, że więźniowie garnący się do poezji mają na tyle siły, aby radzić sobie z ewentualnym podśmiewywaniem ze strony współtowarzyszy. Że się tego nie wypierają, nie wstydzą.

W podejściu osadzonych muszą być jednak pewne różnice wobec przekroju społeczeństwa nienaznaczonego piętnem odsiadki.

Nie ma co ukrywać, że większość naszych podopiecznych to osoby z różnego rodzaju środowisk patologicznych. Jest wśród nich garstka osób wykształconych i inteligentnych, ale jednak patologie generują kolejne patologie. Na ulicy są miejsca, gdzie możesz widzieć tego więcej, ale u nas zaniedbanie społeczne jest znacznie bardziej widoczne. Wiele osób trafia też do aresztów czy zakładów karnych ze względu na uzależnienie od alkoholu czy innych używek, co też robi swoje.

Nie mówię, że każdy oglądający występ zespołu czy słuchający wierszy stanie się od razu muzykiem lub poetą. Ale nawet jeżeli początkowo ciężko jest wyciągnąć kogoś z celi na spotkanie kulturalne, to potem, a obserwuję to prawie za każdym razem, pomiędzy dużą częścią publiczności a zaproszonym gościem rodzi się nić porozumienia. Tym bardziej, że staram się prezentować artystów ciekawych i mających coś do powiedzenia.

Czy twoje działania mają charakter planowy?

Nie mamy stałego programu, ale w zeszłym roku doliczyłem się trzynastu występów, więc utrzymujemy średnią co najmniej jednego spotkania w miesiącu. Na szczęście liczba artystów chętnych do spotkań z publicznością więzienną jest całkiem spora. Albo mój dar przekonywania niemały (śmiech). Do tego dochodzi jesienny konkurs Geneta oraz odwiedziny trojga jurorów, będących zawsze świetnym poetami, więc dzieje się naprawdę dużo. W lokalnej prasie pojawiały się liczne artykuły, że nasz areszt przypomina dom kultury!

W ciągu ostatnich ośmiu lat odbyło się w naszej placówce około osiemdziesięciu spotkań literackich oraz koncertów. Byli m. in. tacy artyści jak Andrzej Stasiuk, Krzysztof Varga, Wojciech Kuczok, Janusz Rudnicki, Hubert Klimko-Dobrzaniecki… Z poetów: Jacek Podsiadło, Roman Honet, Krzysztof Siwczyk, Marta Podgórnik, Darek Foks, Wojciech Bonowicz czy Marcin Sendecki. Muzycy-Mikołaj Trzaska, Świetliki, Tymon Tymański, Rykarda Parasol czy Czesław Mozil. Pierwsza liga! Do tego dochodzi codzienna praca związana z kołami zainteresowań i mnóstwo innych sposobów oddziaływania na osadzonych, ja mówię zaś w tym miejscu wyłącznie o tym, co wypływa z moich zainteresowań.

Sądzisz, że takie działania powinny być prowadzone na szerszą skalę?

Wychodzę z założenia, że im więcej „świeżego powietrza” i pokazywania konstruktywnych sposobów spędzania wolnego czasu, tym lepiej. Najgorsza jest chyba bezczynność, a my jako wychowawcy jesteśmy przecież zobligowani do wspomagania procesu resocjalizacji. Oczywiście jeżeli ktoś się uprze nie jesteśmy w stanie zrobić nic, ale pokazujemy, prezentujemy, namawiamy… Nie musi być to oczywiście kultura, wychowawcy dzielą się przecież również swoimi zainteresowaniami sportowymi czy naukowymi…

Dobrze, jeżeli możemy dzielić się pasją z podopiecznymi. Kiedy dajemy przykład osiągnięć czy ambicji, motywuje to osadzonych. Autorytet, który daje pasja, po prostu działa.


WOJCIECH BRZOSKA (ur. 1978) – poeta, muzyk zespołów Brzoska i Gawroński oraz Brzoska/Marciniak, autor siedmiu książek poetyckich, ostatnio W każdym momencie, na przyjście i odejście (2015). Publikował w większości najważniejszych polskich czasopism literackich i kulturalnych oraz w periodykach zagranicznych, m.in. Sodobnost (Słowenia), Zeichen&Wunder (Niemcy), Cordite Poetry Review (Australia) oraz w licznych antologiach, w kraju i zagranicą. Jego wiersze tłumaczone były na: angielski, niemiecki, czeski, słowacki, słoweński, serbski i hiszpański. Współzałożyciel i wokalista zespołu Brzoska i Gawroński, z którym wydał płyty: Nunatak (2012) oraz Słońce, lupa i mrówki (2015). Najnowszy projekt muzyczny to duet Brzoska/Marciniak. Na co dzień pracuje w katowickim areszcie, gdzie m.in. organizuje dla osadzonych spotkania z poetami, pisarzami oraz koncerty. Wkrótce ukaże się jego kolejna książka poetycka Jutro nic dla nas nie ma.


płatek

musiał

kułakowska1