Wojciech Sumliński – Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego

Grzechem byłoby nie sprawdzić, cóż oferuje nam Wojciech Sumliński i najgłośniejsza chyba książka tegorocznej wiosny, mająca ujawnić szokujące powiązania urzędującego prezydenta z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi oraz aferę fundacji Pro Civili.

Nie ulega wątpliwości, że transformacja ustrojowa pociągnęła za sobą miriady nieprawidłowości, niedopatrzenia, gospodarcze przestępstwa, a zapewne i liczne zbrodnie kryminalne. Dobrze byłoby, gdyby ich rozliczanie opierało się jednak na faktach możliwych do zweryfikowania, a nie opowieściach informatorów wyłącznie anonimowych. Opisuje Sumliński mnogość zbrodni faktycznych i potencjalnych, zwraca uwagę na setki nieprawidłowości, jednak w wielu miejscach nie jest to w ogóle wiarygodne. Przyznać muszę, iż czyta się Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego jak dobry kryminał. Umiejętne budowanie napięcia, w kilku momentach podrzucone krótkie i obrazowe opisy, do tego świetnie wykreowana atmosfera osaczenia – takiego warsztatu pisarskiego nie powstydziliby się mistrzowie spiskowych fabuł na czele z Danem Brownem.

Argumentacja oparta na „było tak i tak, ale śladów się nie znajdzie, bo dezinformacja” sprawia, że większości informacji zawartych w książce nie można traktować jako czegoś więcej niż fikcji literackiej. To znaczy można, ale równie dobrze mogłoby zostać w podobny sposób udowodnione istnienie ciasteczkowego potwora, zakonu asasynów rządzącego zza kulisów światem czy innych struktur podpierających swoją wszechmoc sybillińskimi przepowiedniami oraz konszachtami z czarną magią.

Przekonujące wydają się natomiast charakterystyki działań przestępczych związanych z gospodarką, wyłudzaniem kredytów, praniem brudnych pieniędzy – tam właśnie opisuje dziennikarz krok po kroku kolejne zabiegi, nie wykracza poza grunt chłodnej i zabójczej logiki. Za ten element dziennikarskiego śledztwa należą się Sumlińskiemu solidne brawa, bo choć wierzyć musimy mu na słowo, wiarygodnie wygląda spójność przedstawianych mechanizmów z ogólnie znanymi schematami przestępstw gospodarczych ubiegłych dekad. Podobnie zresztą prezentuje się opis działań mafijnych, charakteryzowanie trybu działania oraz rozkwitu grup przestępczych.

Jeżeli chodzi jednak o łączenie kwestii powyższych ze służbami specjalnymi oraz szukanie powiązań politycznych, trudno znaleźć w Niebezpiecznych związkach coś, co wykraczałoby poza obszar czy to spekulacji i wybiórczego korzystania z niejasnych źródeł, czy to historii anegdotycznych, niepopartych żadnymi dowodami i po prostu mało wiarygodnymi. Dość zabawny jest fakt, że takie same działania autor krytykuje w przypadku innych dziennikarzy czy polityków, zarzucając im nierzetelność czy chęć osiągnięcia odpowiedniego „efektu medialnego”. Najlepszego wrażenia nie sprawiają również nagłe przeskoki myślowe, przerywanie wywodu w przypadku braku jego ciągłości i zastępowanie logicznych, trzecioosobowych przejść konstrukcjami typu „nagle zrozumiałem”, odwołującymi się do sfery niemal nadludzkiej, podlanych do tego sosem laurki sporządzanej przez Sumlińskiego samemu sobie, kreowaniu się na ostatniego sprawiedliwego wśród dziennikarzy. W momentach, gdy czytelnikowi wręcz rzucają się w oczy nieścisłości oraz braki materiału dowodowego, następuje również odwoływanie się do uczuć, roztaczanie łzawych obrazków rodzinnych, czy w końcu odwoływanie się do moralnych autorytetów w rodzaju księdza Popiełuszki i granie tymi postaciami. Prowadzi to niestety do obniżenia wiarygodności także tej części książki, której nie można byłoby zarzucić kompletnie nic.

Ciężko wytłumaczyć czymś innym niż wyborami prezydenckimi i osobistą obsesją uczynienie Bronisława Komorowskiego tytułowym bohaterem zapisu dziennikarskiego śledztwa. Nawet jeżeli opisywane powiązania szpiegowsko-polityczno-mafijne pokrywałyby się z prawdą, jego rola wydaje się peryferyjna. Czytelnik raczej nie zwróciłby nań uwagi, gdyby Sumliński nie starał się co jakiś czas podkreślać wyraźnie nazwiska byłego ministra obrony narodowej. Kwestia zadziwiająca, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wątki związane z potencjalnymi zaniedbaniami Komorowskiego, których zbadanie nie spowijałoby sprawy we mgle, kwitowane są zwięzłymi notatkami oraz ucinaniem sprawy, a na pierwszy plan wysuwa autor zarzuty i oskarżenia niemożliwe do udowodnienia.    

Prócz rzetelnej i jasnej analizy znajduje się więc w okołowyborczym hicie nie tylko masa informacji pochodzących ze źródeł wątpliwych lub nieweryfikowalnych, ale i wysokie stężenie narracji spiskowej, stawiającej Sumlińskiego naprzeciw złych i wszechmocnych sił. Lektura zostawia czytelnikom do wyboru dwa wnioski. Jeden oparty na argumentacji niejasnej, mętnej i mało wiarygodnej, ale za to oferujący proste odpowiedzi na wszystko, wskazujący winnych i niemal ich osądzający. Drugi zaś jest jego przeciwieństwem – niczego nie rozwiązuje, pozostawia masę wątpliwości, nakazuje drążyć i śledzić rozwój sytuacji, każde słowo w sprawie WSI oraz fundacji Pro Civili ważyć kilka razy, nie dawać się ponieść emocjom i odpowiedziom bezproblemowym.

Mnie wychował Albus Dumbledore. Pamiętajcie o nim, gdy nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe.