zdancewicz

Jak profesjonalnie poprowadzić spotkanie literackie – wywiad z Eweliną Zdancewicz-Pękala

Najbardziej niedocenianym bohaterem spotkań literackich bywają osoby wyznaczone do przeprowadzenia rozmowy z pisarzem, choć przecież to właśnie od nich zależy jakość spotkania. O szczegółach tej trudnej roli opowiada Ewelina Zdancewicz-Pękala.

Na co dzień nie zajmujesz się animacją kultury, lecz sztuką dziennikarską. Jak zaczęła się twoja kariera prowadzącego?

Uczę się sztuki wystąpień publicznych, wkładam w to dużo pieniędzy i daje mi to efekty. W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawę, że nabytych umiejętności nie wykorzystuję w praktyce. Taka sytuacja była bez sensu. Pomyślałam więc, że mogę wykorzystać jakoś swoje zainteresowania literackie i zaproponowałam trzem placówkom kulturalnym poprowadzenie spotkania z danymi autorami. Zakładałam, że zanim napotkam na jakiś odzew będę musiała wysłać tych propozycji jeszcze więcej. Okazało się jednak, że jest zapotrzebowanie na ludzi, którzy spotkania literackie są w stanie poprowadzić! Wszystkie placówki wyraziły chęć współpracy.

Jakimi jeszcze cechami lub umiejętnościami musi się charakteryzować prowadzący?

Tymi, które potrzebne są każdej osobie występującej publicznie. Ktoś z ulicy mógłby sobie nie poradzić z przeprowadzeniem dobrej rozmowy, podobnie jak pierwszy lepszy człowiek nie będzie w stanie poprowadzić porządnej audycji radiowej. Choć oczywiście nie twierdzę, że takie przypadki się nie zdarzają!

Wspomniałam już, że uczę się publicznego przemawiania. Wraz ze znajomymi założyliśmy przed trzema laty lokalny oddział stowarzyszenia Toastmasters, które pomaga ludziom w rozwijaniu umiejętności komunikacyjnych oraz przywódczych. Poprzez praktykę uczymy się m.in. wychodzić przed ludzi i przyciągać ich uwagę. Prowadzący ma przecież nie tylko wyjść i coś powiedzieć, ale powiedzieć to tak, aby publiczność chciała go słuchać.

Kwestią, o którą musi zadbać prowadzący, jest również wizerunek. W jaki typ prowadzącego wpasowujesz się ty?

Nigdy nie myślałam o prowadzeniu spotkań w kategoriach wpasowywania się. Cenię sobie jednak profesjonalizm, ponieważ będąc na miejscu zaproszonego gościa sama chciałabym być traktowana jak najbardziej profesjonalnie. Być może bywa to czasami odbierane jako „profesjonalizm aż do bólu”, ale chyba lepiej pójść w tę stronę, niż olewać swoje obowiązki. Znam prowadzących, którzy potrafią przyjść na spotkanie i pięć minut przed wyjściem zapyta gościa o czym są jego książki i o czym mają rozmawiać.

Jak wygląda proces przygotywania się do rozmowy?

Uniwersalną częścią przygotowania do spotkań jest zdobywanie wiedzy o autorze. Każdy wie jak używać Google i potrafi wpisać tam nazwisko gościa. Jeżeli wcześniej zbyt dobrze go nie znałam, sprawdzam co napisał i kim w ogóle jest. To poziom podstawowy, później dochodzi jeszcze konieczność przeczytania książek danego autora. To właśnie moment, w którym ostatecznie decyduję się na prowadzenie bądź nie spotkania. Jeżeli nie mogę ścierpieć książki autora, istnieje duża szansa, że nie ułoży nam się też rozmowa.

Przyjemność z pracy jest jedynym elementem, który może przekonać cię do poprowadzenia rozmowy?

Zależy od tego, z kim współpracuję. Są instytucje, od których od początku naszej współpracy nie biorę honorariów. Tak postanowiłam i w ich przypadku chodzi przede wszystkim o satysfakcję oraz przyjemność. Nie wezmę też pieniędzy od dobrych znajomych, choćby mi je wciskali.

W przypadku innych biorę jednak honoraria i dogaduję się na konkretne kwoty. Stawka zależy przede wszystkim od włożonej pracy. Przed spotkaniem trzeba usiąść, przeczytać książki, zrobić research, przygotować pytania… Wszystko zajmuje czas, więc patrzy się przede wszystkim na ten aspekt. Ważna jest również „trudność” autora i lektury, bo przecież istotnie na czas pracy wpływa.

A jeśli research okazuje się chybiony, a rozmowa idzie w zupełnie innym kierunku, niż zaplanowałaś podczas?

Ja z reguły staram się dopasować do rozmówcy. Jeśli będę trzymała się usilnie swojego schematu, to mogę zniechęcić go do odpowiedzi. Będą one coraz krótsze i w końcu oboje zaczniemy się frustrować. Warto więc dopasować się i wyczuć, czego gość chce od spotkania. Na jednym ze spotkań większość moich pytań miała dotyczyć treści książki, ale bardzo szybko temat zboczył w stronę sytuacji polskich kobiet. Pozwoliłam na to, ponieważ rozpoczęło to bardzo ciekawą rozmowę.

Z drugiej strony, jeżeli autor ewidentnie od tematu ucieka, a mi zagadnienie wydaje się interesujące, zawsze będę starała się pisarza pokierować w moją stronę. Należy to jednak robić bardzo delikatnie, bo przede wszystkim trzeba unikać frustrowania. I siebie, i rozmówcy.

A kiedy temat wyraźnie nie pasuje ci jako prowadzącemu, na przykład gdy autor zmierza w stronę agitacji politycznej?

Z jednej strony spotykamy się w konkretnym celu i jeśli gość zaczyna nachalnie agitować, może to nie spodobać się widzom. Jako prowadzący muszę go delikatnie stopować, aby ludzie nie zaczęli po prostu wychodzić. Z drugiej strony, jeżeli są to wyważone przemyślenia, ciężko je wygaszać. Chodzi po prostu o to, żeby całe spotkanie literackie nie ograniczało się do przemów z cyklu „kocham PiS” czy „kocham PO”.

Jak reagujesz w sytuacji odwrotnej, gdy autor mówić nie chce i kwituje wszystkie odpowiedzi półsłówkami?

Jeśli prowadzący nie złapie z gościem kontaktu, ma bardzo pod górkę. Zdarzają mi się sytuacje, że rozmówca kwituje wszystkie pytania słowami „nie”, „tak”, „mhm”… Po dziesiątej takiej odpowiedzi masz ochotę kogoś zabić, choć przecież nie możesz tego po sobie pokazać. Przed każdym spotkaniem, nieważne czy autor wydaje się wygadany, czy nie, warto zakładać taki właśnie scenariusz. Przygotowanie dziesięciu czy dwudziestu pytań, których i tak się nie zada, jest dobrym pomysłem. Nie można przecież liczyć na to, że spotkanie uratują pytania od publiczności.

A da się twórcę zmusić do szerszej odpowiedzi?

Czasem po prostu milczę! Po trzydziestu sekundach ciszy i wpatrywania się w siebie nawzajem autor zaczyna czuć presję i w końcu coś mówi. Ludzie nie są przyzwyczajeni do milczenia, więc zagranie ciszą sprawia, że gość czuje się dziwnie i chce ją wypełnić. Z reguły się to sprawdza. On przecież też zdaje sobie sprawę, że spotkanie organizowane jest dla czytelników, którzy chcą posłuchać rozmowy.

Wspomniane przez ciebie pytania od publiczności też potrafią sprawić problemy, prawda?

Z reguły ludziom brak nie pytań, lecz śmiałości. Nigdy nie pytam, czy ktoś chciałby zadać pytanie, bo wtedy zawsze zapada krępująca cisza i nikt nie podnosi ręki. Mówię za to: „nadszedł ten krępujący moment, w którym prosimy o pytanie od publiczności, więc pomińmy etap zawstydzenia i od razu je zadawajmy”. Przeważnie rozbawia to ludzi i ośmiela ich.

Czasami bywa jednak i tak, że publiczność nie ma zamiaru zadawać pytań. Wtedy warto zdać sobie sprawę, że to nie jest wina prowadzącego i pytania te prawdopodobnie padną, ale w trakcie prywatnej rozmowy widza z autorem, gdy przyjdzie już czas na rozdawanie autografów i wymienianie z twórcą kilku słów.

A co jeśli jeden z pytających staje się upierdliwy?

Autorzy są do tego przyzwyczajeni i zawsze radzą sobie wyśmienicie! Nie miałam jeszcze sytuacji, w której musiałam interweniować, ale w razie takiej potrzeby nie miałabym z przerwaniem żadnego problemu. Sądzę, że w przypadku wulgarnego czy niemiłego człowieka nikt nie miałby mi za złe gaszenia pożaru.

A jest jakaś zabawna anegdotka ze spotkań, którą chciałabyś i mogła przytoczyć?

Jedyne, które przychodzą mi teraz do głowy, związane są z wyjściami pospotkaniowymi. To niekoniecznie nadaje się do publikacji. Każdy lubi przecież rozładowywać emocje. Nieważne, jak bardzo jesteś przyzwyczajony do wystąpień przed publicznością, zawsze wzbudzi to w tobie mocniejsze reakcje. Dla wielu twórców doskonałym sposobem na relaks jest wyjście na piwo z prowadzącym oraz grupką najbardziej wytrwałych czytelników. Autor pokazuje wtedy zupełnie inną twarz, bardziej nieformalną. Jeżeli jest możliwość przyłączenia się do takiego wyjścia, warto to zrobić!


Ewelina Zdancewicz-Pękala – z wykształcenia i pasji dziennikarka. Prowadzi spotkania autorskie oraz wydarzenia kulturalne. Swoje teksty publikowała m. in. w „VariArcie” i „Gazecie Olsztyńskiej”. Interesuje się publicznym przemawianiem oraz szeroko pojętym rozwojem osobistym.


Jeśli spodobał ci się tekst, zapoznaj się także z innymi pogadankami z

 OBGADAJMY POEZJĘ