zarządzanie zasobami emocjonalnymi

Zarządzanie zasobami emocjonalnymi – wywiad z Mariuszem Kusionem, autorem tomu

Czy jesteśmy tylko konsumentem, elementem, trybikiem, który działa według instrukcji, będąc przez kogoś zarządzanym i samemu kimś zarządzając? – zastanawia się Mariusz S. Kusion, autor tomu Zarządzanie zasobami emocjonalnymi.

Skąd wziąłeś się w poezji?

Dużo trudniejsza byłaby odpowiedź na pytanie skąd poezja wzięła się we mnie.

Od dawna próbowałem sił w pisaniu. Uchowały się moje wierszyki z czasów wczesnej podstawówki. Natomiast recytować poezję zacząłem jeszcze w przedszkolu, gdzie prezentowałem wiersze Jana Brzechwy na miniakademiach. Przypomniałem sobie o tym dopiero po latach, gdy intensywniej zająłem się poezją, organizując na przykład czytanie wierszy z towarzystwem muzyki i tańca.

W międzyczasie nastąpiła długa przerwa, podczas której zajmowałem się głównie innymi rzeczami, niekoniecznie związanymi z poezją. Próbowałem innych dziedzin sztuki, współpracowałem z mediami, ukończyłem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na kierunkach prawo i stosunki międzynarodowe, a także aplikację. Przełomowy był rok 2012. Wtedy zacząłem coraz częściej wychodzić z moim pisaniem na zewnątrz, aby w końcu wydać tomik w 2015 r.

Zarządzanie zasobami emocjonalnymi jest twoim pierwszym tomikiem. Stanowi on integralną całość, czy może zbiór tekstów, które namnożyły się przez lata?

Uważam, że należy odróżnić od siebie tomik i zbiór wierszy. Ten pierwszy powinien być zamkniętą, autonomiczną całością, którą oparto na jakimś pomyśle. Nie jest tak, że wyciągnąłem z szuflady czy z kapelusza wszystko, co wcześniej napisałem. Pracowałem prawie rok nad spójną wizją mojego debiutu, dobierając dawne wiersze i tworząc nowe. Większość z nich napisałem w latach 2013-2015, choć jest kilka i z poprzedniej dekady. Ciekawe, czy czytelnik jest to w stanie wyczuć.

Do dość oschłego tematu zaprezentowanego już w tytule podchodziłeś osobiście?

„Zarządzanie zasobami ludzkimi” jest sformułowaniem dość rozpoznawalnym, często pojawiającym się w rozmowach czy mediach. Idąc tym tropem, trzeba zaznaczyć, że tytułowe „zarządzanie” nie mówi wyłącznie o własnych emocjach. Sam tomik miał być zaś eksperymentem. Chciałem wyciągnąć pewne sformułowania z ich pierwotnego kontekstu, czyli języka prawniczego, prawnego, ekonomicznego. Uważam, że język, którym posługuje się ustawodawca oraz literat mają wspólny cel – maksymalnie precyzyjne wyrażenie myśli. Różnią się natomiast środkami.

Jaki jest wynik przeniesienia tych sformułowań do innego kontekstu?

W literaturze pięknej i w poezji rzadko podejmuje się takie wątki. Ponadto, w przeciwieństwie do francuskiej czy niemieckiej nauki prawa, w polskiej jurysprudencji niemal nieobecne jest badanie aktów normatywnych pod względem czysto estetycznym, stylistycznym i literackim.

Pewne sformułowania żywcem przeniesione z ustaw czy wypowiedzi mówców motywacyjnych nie pasują do składni stosowanej w poezji, czy to współczesnej, czy tym bardziej tej, którą kojarzymy z czasów szkolnych. Pojawiają się niewątpliwie zgrzyty, a w twórczości artystycznej chodzi chyba właśnie o wywołanie u czytelnika pewnego „zgrzytu”, dysonansu, za którym idzie zaskoczenie lub zaciekawienie. W każdym razie emocja.

Nie był więc to w żadnym wypadku atak na dykcję poezji współczesnej?

Z pewnością jest to wspomniany już eksperyment. Czytając mój tomik, warto zadać sobie pytanie o rolę procedur i reguł oraz o dążenie do racjonalności i przewidywalności, co jest w naszym życiu nierzadko daleko posunięte. Nie zawsze znajduje się miejsce na emocje. Także wtedy, gdy tworzymy sztukę.

Posługiwanie się określonym sposobem wypowiedzi świadczy z kolei o postrzeganiu rzeczywistości. Ciekawiło mnie stykanie się ze sformułowaniami takimi jak zarządzanie talentem lub rodziną czy studia podyplomowe z rozwoju duchowego. W naszym otoczeniu, zwłaszcza w dużych aglomeracjach, czuć oddziaływanie korporacji, mediów i światowych trendów. Powstaje więc pytanie – czy jesteśmy tylko konsumentem, elementem, trybikiem, który działa według instrukcji, będąc przez kogoś zarządzanym i samemu kimś zarządzając? A może wręcz przeciwnie, jesteśmy jednostkami samoświadomymi i rozumnymi, które potrafią nie poddawać się bezwolnie rzeczywistości, a może nawet umieją ją kreować? Może mamy marzenia i emocje?

W tomiku piszę szczególnie o tych ostatnich. Jak niektórzy mówią – z męskiej perspektywy. Cokolwiek to znaczy.

Podczas lektury całego tomu „na strzała” odniosłem jednak wrażenie, że nad tymi emocjami zdecydowanie dominuje język.

Emocje powinno się nazywać i wyrażać – również słowem. Chyba o to w poezji chodzi? Odbiorcy, w unijnym żargonie nazywani beneficjentami ostatecznymi, bardzo różnie podchodzą do wierszy i tomów poezji. Można czytać jednym haustem, jak ty. Inni zatrzymują się w międzyczasie, by dać sobie czas na rezonans.  Jeszcze inni czytają wiersze po kolei. Niektórzy wybierają utwory, kierując się tym, co ich akurat zainteresuje. Może to być tytuł, jedno słowo, metafora. Są ludzie wyczuleni na eksperymenty językowe, ale są też tacy zwracający uwagę na długość czy „szerokość” wierszy. Kolejni – na ich oprawę. W tomiku znalazły się grafiki Joanny Łaksy. Uważam, że świetnie współgrają one z klimatem wierszy i uzupełniają całość. Oczywiście ktoś może to odebrać jako zawężanie czy wręcz narzucenie interpretacji poezji.

Tomik poradziłby sobie jednak bez tych ilustracji.

To z pewnością opinia odbiorcy skoncentrowanego na słowie pisanym. Ilustracje ze swojej natury są czymś towarzyszącym i obrazującym. Gdy zobaczyłem grafikę „Umysł”, od razu wiedziałem, że nadaje się na okładkę. Zresztą, w tomiku piszę również trochę o malarstwie, lubię wydobywać pewne zależności między różnymi dziedzinami sztuki.

Podobnie jak emocje, i nawiązania kulturowe schodzą w twoim tomie na dalszy plan. Pod naporem języka ginie gdzieś również człowiek, owe emocje oraz nawiązania kulturowe produkujący.

Nierzadko mam wrażenie, że człowiek ginie pod naporem treści, którymi jest zasypywany przez media, reklamy, pracodawców, prawodawców, show-biznes… W tomiku nie ma zaś jednej prostej recepty i odpowiedzi na pytania o rolę jednostki w środowisku. Wielokrotnie w wierszach wspominam o podróżach czy żeglowaniu. Wypunktował mi to w blurbie redaktor, sam wcześniej tego nie zauważałem. A element ten ma duże znaczenie.

Chodzi o poszukiwanie. To czytelnik powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, z którym odcieniem podmiotu lirycznego się utożsamia. Może będzie to jednostka przytłoczona, bojąca się przyznawać do emocji, marzeń, niewiedzy, błędów oraz samego strachu?

Uważasz, że Twój tom daje odpowiedzi na którekolwiek z pytań, które teraz wymieniasz, podsuwając czytelnikowi kolejne ścieżki interpretacyjne?

Odwieczne pytanie: czy literatura i sztuka mają dawać odpowiedzi, czy może pobudzać do ich poszukiwania? Z pewnością sam chciałem odpowiedzieć sobie na pewne pytania i przepracować różne emocje, z którymi dotąd się zetknąłem. Zarządzanie zasobami emocjonalnymi podaje bodźce do samodzielnego szukania odpowiedzi. Ostateczna interpretacja zawsze leży jednak w gestii czytelnika, to jest jego wielki przywilej.

Do niektórych przemawia tomik jako całość, inni interpretują poszczególne kwestie, wyławiają bliskie im motywy, aby dopiero z ich perspektywy zadać sobie pytania. Autor nie ma na to decydującego wpływu. W kwietniu 2017 r. wziąłem udział w spotkaniu autorskim w Gdańsku wraz z Adamem Markiem i Bogumiłą Maletą. W drodze powrotnej Bogumiła napisała długi wiersz, inspirowany Zarządzaniem zasobami emocjonalnymi. Użyła nawet cytatów z wierszy. To znaczy, że książka żyje już swoim życiem. I tak powinno być.

A osobiście uważasz, że to sterowanie i zarządzanie własnymi emocjami ma sens?

Każdy to robi, mniej lub bardziej świadomie i udanie. Wiele osób potrafi sterować własnymi emocjami wręcz wybornie, ale tylko do pewnego momentu. Za wszystko trzeba w końcu zapłacić pewną cenę. Jest ona tym większa, im większy kredyt zaciągnęliśmy. Może rozwiązaniem jest po prostu nie przesadzanie z niczym? 

Na jednym ze spotkań autorskich prowadzący, Paweł Dąbrowski, opowiedział, że przed spotkaniami zawodowymi z biznesmenami i menadżerami po prostu kładzie mój tomik na biurku, w widocznym miejscu, i czeka bez słowa na ich reakcję. Wcześniej czy później każdy się skusi i łapczywie sięga po książkę, chcąc się dowiedzieć, czy wymyślono nowe metody zarządzania ludźmi. „Proszę państwa, proszę sobie wyobrazić ich minę, kiedy otwierają tę książkę i patrzą, a tam wiersze”.

Uważasz, że dla niektórych może to stanowić punkt zwrotny w patrzeniu na ludzi?

Czasami nawet z pozoru najbardziej banalne wydarzenie, może okazać się takim punktem zwrotnym.


Mariusz S. Kusion – publicysta, poeta, animator kultury, działacz organizacji pozarządowych. Ukończył studia na kierunkach prawo i stosunki międzynarodowe. Autor publikacji naukowych oraz popularnonaukowych z zakresu obu dziedzin swojego wykształcenia.

Publikował w pismach literackich („Akant”, „Szafa”, „Protokół Kulturalny”, „Migotania”, „PKPzin”, „Lamelli”, „Okolica Poetów”, „2 miesięcznik. Pismo ludzi przełomowych”, „Wobec” – miesięcznik społeczno-kulturalny oraz pisarze.pl), a także w antologiach, wydawnictwach pokonkursowych i na poetyckich pocztówkach. Jego wiersze prezentowano także na wystawach w wielu polskich miastach. Tłumaczony na język angielski, włoski i ukraiński. Laureat konkursów poetyckich, prozatorskich i recenzenckich.

Zainteresowany syntezą sztuk, podejmuje projekty z twórcami muzyki, tańca, teatru i plastyki, czego przykładem jest spektakl multimedialny pt. „Ubierz mnie w słowa”, który powstał w oparciu o jego erotyki (premiera 2014 r., teatr „ToTu”, Wrocław). Jest jednym z uczestników projektu „Czas zatrzymać, czas zobaczyć”, w ramach którego bogato ilustrowane wiersze ukazały się w kalendarzu na rok 2015/2016 (wydawnictwo „Edica”).


Autorką grafiki z okładki tomu Zarządzanie zasobami emocjonalnymi jest Joanna „Yaxa” Łaksa. Książkę nabyć można na oficjalnym fanpage’u autora.


  • zarządzanie zasobami emocjonalnymi
    Zarządzanie zasobami emocjonalnymi - wywiad z Mariuszem S. Kusionem, autorem tomu